Opinie czytelników
Najnowsze recenzje
4,6Na podstawie 685 recenzji5 gwiazdek 6868% 4 gwiazdki 2424% 3 gwiazdki 55% 2 gwiazdki 22% 1 gwiazdka 11% Obrazy klientów











Joanna
Wspaniała lektura dla każdego miłośnika Grecji i nie tylko ! Jeśli wybierasz się na Peloponez lub po prostu chcesz zanurzyć się w grecką historię i posłuchać wspaniałej opowieści - ta książka będzie idealna. Dzięki niej przeniosłam się w czasie, uzyskałam świetne porady i przeczytałam mnóstwo ciekawostek. Polecam!

Joanna
Wspaniała lektura dla każdego miłośnika Grecji i nie tylko ! Jeśli wybierasz się na Peloponez lub po prostu chcesz zanurzyć się w grecką historię i posłuchać wspaniałej opowieści - ta książka będzie idealna. Dzięki niej przeniosłam się w czasie, uzyskałam świetne porady i przeczytałam mnóstwo ciekawostek. Polecam!

Jagoda Buch
Tam, gdzie pamięć jest silniejsza od czasu „Świat w oczach czarownicy” to książka, która nie udaje literatury wspomnieniowej – ona nią jest w najczystszym sensie. Surowa, osobista, nasycona pamięcią i stratą. Jerzy Maria Roszkowski nie rekonstruuje przeszłości z bezpiecznego dystansu; on do niej wraca, jak wraca się do miejsc, które wciąż bolą. „Zakorzeniony w świecie, którego już nie ma, wciąż słyszę jej głos…” – to zdanie mogłoby być mottem całej opowieści. Centralną postacią książki jest matka – kobieta wymykająca się jednoznacznym definicjom. Dla wsi była „czarownicą”, dla syna – przewodniczką po świecie widzialnym i niewidzialnym. Autor odczarowuje stereotyp: „Matka obrażała się na słowo czarownica i chciała, żeby mówiono, że jest dobrą wróżką”, bo nie była kimś, kto „zsyła choroby i śmierć”, lecz kimś, kto leczył, ostrzegał i rozumiał naturę człowieka lepiej niż niejeden kapłan czy lekarz. Ta książka jest również opowieścią o przemocy historii. O wojnie, o utracie ojca zastrzelonego przez Niemców, o powojennej grabieży i wywłaszczeniach. Jedna z najmocniejszych scen dotyczy wypędzenia z dworu: „Najważniejsze, że żyjemy” – mówi matka, niosąc ciężką walizkę, wiedząc, że za plecami zostaje cały świat. Autor zapisuje te obrazy z niemal filmową precyzją: bratki „mające oczy”, lipowa aleja, pustka miejsca, które przestało być domem. To pamięć klasowa i egzystencjalna, rzadko dziś obecna w literaturze. Równolegle Roszkowski prowadzi narrację o dojrzewaniu w świecie strachu i podwójnej moralności. Instrukcje matki, jak mówić w szkole o Bierucie, Stalinie i partyzantach, brzmią jak gorzka lekcja przetrwania w systemie, w którym słowo mogło być wyrokiem. „Na początku było słowo!” – powtarzała matka. W tej książce słowo jest narzędziem pamięci, ale też oskarżeniem. Ważnym wymiarem opowieści jest duchowość – nieinstytucjonalna, niejednoznaczna, głęboko zakorzeniona w słowiańskich wierzeniach i intuicji. Autor nie kpi z seansów spirytystycznych, amuletów czy wróżb, ale też nie traci krytycznego dystansu. „Jeśli jest się synem matki, która interesuje się okultyzmem, trzeba bardzo rozsądnie patrzeć na świat” – to zdanie dobrze oddaje ton książki: pomiędzy wiarą a racjonalnością, bez taniej sensacji. „Świat w oczach czarownicy” jest też książką o moralności, rozumianej nie jako system nakazów, lecz jako postawa wobec życia. Testament matki – jeden z najbardziej poruszających fragmentów – mówi wprost: jedyne trwałe dobro to dobro moralne, którego nie da się odziedziczyć. Reszta przemija. Tak jak domy, ustroje, a nawet wielkie miłości. Ostatnie partie książki – emigracja, Francja, małżeństwo, powrót dawnych uczuć w postaci spotkania z Ewą – nie są historią sukcesu w klasycznym sensie. Są raczej dowodem na to, że życie nigdy nie układa się symetrycznie, a spełnienie zawsze nosi w sobie cień utraty. „Żadne żywe stworzenie nie istnieje samotnie” – to jedno z tych zdań, które zostają z czytelnikiem na długo. „Świat w oczach czarownicy” to lektura wymagająca uważności i emocjonalnej gotowości. Nie dla tych, którzy szukają prostych odpowiedzi. Dla tych, którzy chcą zajrzeć w świat, gdzie magia sąsiaduje z biedą, miłość z okrucieństwem historii, a przemijanie nie jest abstrakcją, lecz codziennym doświadczeniem. Książka Jerzego Marii Roszkowskiego to cicha, ale bardzo mocna opowieść o tym, kim jesteśmy – i co z nas zostaje, gdy świat, który znaliśmy, znika.

elizabadora09
,, Świnka Celinka i nowi przyjaciele" to ciepła, pięknie ilustrowana książeczka pokazująca dziecku że każdy z nas jest inny, wyjątkowy. Książeczka uczy dziecko akceptacji oraz empatii. Przygoda świnki Celinki rozpoczyna się na wsi w małym gospodarstwie. Świnka Celinka poznaje tam pieska o imieniu Koko. Celinka dostrzega wiele różnic między nią a pieskiem. Wygląd a także zachowanie które jest całkowicie inne ,ale nie przeszkadza im to w zbudowaniu głębokiej przyjaźni. Dzięki Koko świnka Celinka poznaje również inne zwierzęta z gospodarstwa. Myślę że przygoda świnki Celinki urzeknie nie jednego malucha, a ilustracje sprawią że dziecko będzie z zaciekawieniem oglądać książeczkę. 🩷

Jagoda Buch
Historia kobiety, która odważyła się być szczęśliwa „Najlepsze scenariusze pisze samo życie” — to zdanie mogłoby stać się mottem tej powieści. „Bo nikt mnie nigdy nie kochał” to historia, która wciąga od pierwszych stron i długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Autorka prowadzi czytelnika przez losy Joanny — kobiety uwikłanej w małżeństwo pozbawione bliskości, czułości i poczucia bezpieczeństwa. Związek z Frankiem, oparty bardziej na kontroli niż partnerstwie, stopniowo staje się dla bohaterki emocjonalnym więzieniem. Samotność, niespełnienie i tłumione potrzeby prowadzą ją do relacji z Adamem — mężczyzną dojrzałym, poranionym przez życie, ale zdolnym do prawdziwego uczucia. Szymborska bardzo umiejętnie buduje psychologię postaci. Joanna nie jest ani idealna, ani jednoznaczna — to kobieta pełna sprzeczności, lęków i nadziei. Jej decyzje bywają pochopne, czasem bolesne w skutkach, ale przez to niezwykle ludzkie. To historia, która mogłaby się wydarzyć naprawdę, bo oparta jest na emocjach dobrze znanych wielu kobietom: pragnieniu miłości, bycia widzianą i docenioną. Na szczególną uwagę zasługuje odwaga autorki w poruszaniu trudnych i traumatycznych tematów, takich jak molestowanie w dzieciństwie czy przemoc psychiczna w rodzinie. Te wątki nie są sensacyjne — przeciwnie, zostały opisane z dużą wrażliwością i empatią, pokazując, jak głęboko przeszłe krzywdy potrafią wpływać na dorosłe życie i relacje. Mimo bardzo smutnego i ciężkiego początku, powieść prowadzi czytelnika ku zaskakująco jasnemu zakończeniu. Finał przynosi ulgę i nadzieję, a decyzja Joanny wydaje się jedyną możliwą — wreszcie wybiera siebie i swoje szczęście. Robi to przy tym z klasą: zachowuje się wspaniałomyślnie wobec męża i odpowiedzialnie wobec córki, której zapewnia bezpieczeństwo i stabilność. Ta książka pokazuje, jak pochopnie podjęte decyzje mogą zamienić życie w piekło, ale też jak czasem — zupełnie nieoczekiwanie — pojawiają się ludzie, którzy potrafią nas pokochać naprawdę i odmienić los. To opowieść o drugich szansach, o miłości w dojrzałym wieku i o odwadze, by zacząć od nowa. Polecam tę powieść na weekend lub spokojne popołudnie — dla refleksji, wzruszenia i przypomnienia, że każdemu z nas należy się szczęście, bo mamy tylko jedno życie.

Jagoda Buch
Pałac pełen intryg i krwi „Imperium Sofia” autorstwa Kordiana Grajewskiego to mroczna, intensywna i bezkompromisowa opowieść o władzy, która nie zna granic ani świętości. Autor zabiera czytelnika do świata inspirowanego historią wschodnich imperiów, gdzie tron nie jest symbolem stabilności, lecz areną bezlitosnej gry, a lojalność ma wartość tylko tak długo, jak długo przynosi korzyść. Centralną postacią powieści jest sułtanka Matka Sofia – kobieta, która ucieleśnia absolutną władzę i chłodną kalkulację. Już sam jej portret budzi respekt: „Sofia była wysoką, szczupłą kobietą i mimo swych sześćdziesięciu paru lat wyglądała nadzwyczaj młodo (…) O jej majestacie świadczył też złoty pas, na którym zawieszony był stalowy sztylet (…) – jeden z dwóch najważniejszych artefaktów Imperium.” To nie tylko opis wyglądu, ale zapowiedź charakteru – Sofia jest władczynią, która nie potrzebuje korony, by budzić strach. Jednym z najmocniejszych elementów książki są pałacowe intrygi i konflikty rodzinne. Relacje między siostrami, córkami i wnukiem Sofii są pełne napięć, zazdrości i przemocy psychicznej. Sułtanka nie cofa się przed karaniem własnych dzieci: „Kara jest następująca: obie odbędziecie spacer po rozżarzonych kamieniach (…) Dzięki bliznom będziecie pamiętać o swej głupocie.” Te sceny pokazują, że w Imperium uczucia przegrywają z polityką, a rodzina jest jedynie narzędziem władzy. Grajewski konsekwentnie buduje atmosferę strachu i niepewności. Każdy dialog, każda decyzja niesie groźbę krwawej konsekwencji. Gdy padają słowa: „Dla mnie liczy się tylko wierność”, czytelnik rozumie, że zdrada – nawet domniemana – będzie karana bez litości. Publiczne egzekucje, lochy, biczowanie i trucizny są tu codziennością władzy, a nie wyjątkami. Równolegle narasta zagrożenie zewnętrzne: bunt janczarów i widmo wojny z Królestwem Anhatolyi. Młody Mehmed, formalny władca, zostaje wrzucony w sam środek chaosu, nie zdając sobie sprawy, że największym zagrożeniem nie są wrogie armie, lecz najbliższe mu osoby. To powieść ze świetnie poprowadzoną fabułą, w której autor bardzo umiejętnie nakreśla zarówno miejsca walki, jak i same starcia. Sceny bitewne są czytelne, dynamiczne i dobrze osadzone w realiach świata przedstawionego, dzięki czemu łatwo je sobie wyobrazić. Na szczególną uwagę zasługują wyraziści bohaterowie — każdy z nich ma wyraźnie zarysowany charakter i własne motywacje. Co ciekawe, mimo że nie zapałałam sympatią do żadnej z postaci, książka ani przez chwilę nie traci na atrakcyjności. Wręcz przeciwnie — chłodny dystans wobec bohaterów podkreśla brutalność świata Imperium i bezlitosne mechanizmy rządzące władzą. Narracja jest ciekawa, wciągająca i konsekwentna, a intrygi polityczne oraz napięcie budowane są stopniowo, bez chaosu i zbędnych dłużyzn. To lektura, która nie pozwala się nudzić i zmusza do śledzenia kolejnych wydarzeń z rosnącą uwagą. Zdecydowanie jest to książka, po której pozostaje silna ciekawość dalszych losów bohaterów — z dużym zainteresowaniem sięgnę po kolejną część serii. „Imperium Sofia” to książka dla czytelników ceniących brutalny realizm polityczny, silne kobiece postacie i narrację pozbawioną złudzeń. To opowieść o tym, że władza absolutna nie tylko deprawuje – ona niszczy wszystko, co stanie jej na drodze.

Jagoda Buch
Czytając świat razem z poetką. O tomiku „Rymy i rytmy, czyli historie wierszem zapisane” Tomik „Rymy i rytmy, czyli historie wierszem zapisane” Magdaleny Maciejewskiej to zbiór wierszy głęboko zanurzonych w codzienności, ale jednocześnie silnie zakotwiczonych w czasie – zarówno tym prywatnym, jak i historycznym. Autorka nie ucieka od prostoty formy, wręcz przeciwnie: świadomie ją wybiera, czyniąc z niej narzędzie do mówienia o sprawach ważnych, bliskich i uniwersalnych. Już w krótkim wierszu „Życie” poetka sygnalizuje swoją filozofię patrzenia na świat, opartą na równowadze między emocją a refleksją: „Czasem gest powie więcej niż słowa, czasem żyć trzeba zacząć od nowa” Te wersy wyznaczają ton całego tomiku – jest to poezja gestu, doświadczenia i prostych prawd, które wybrzmiewają mocniej właśnie dlatego, że są podane bez nadmiaru metaforycznego patosu. Szczególnie poruszające są wiersze osadzone w konkretnym momencie historycznym W „Dzielnych dziewczynach” autorka oddaje głos wojennej rzeczywistości, skupiając się na jednostkowym losie i cichym heroizmie codzienności. Spotkanie na dworcu staje się symboliczną klamrą: „Spotkały się na dworcu obie te dziewczyny, jedna była z Polski, druga z Ukrainy…” W tym prostym obrazie zawiera się cała dramatyczna zmiana świata – od młodzieńczych planów do przymusowej emigracji, od beztroski do odpowiedzialności i bólu. Podobny ciężar emocjonalny niesie wiersz „Oczy”, w którym wojna nie jest opisana bezpośrednio, lecz poprzez jej długofalowe skutki: „Te oczy, co zła tyle widziały, inaczej już będą także kochały.” To jeden z najbardziej dojrzałych tekstów tomiku – pokazuje, że trauma nie kończy się wraz z ucieczką w bezpieczne miejsce, lecz pozostaje w pamięci i w sposobie przeżywania świata. To poezja empatyczna, ludzka, bardzo „czasowa” – pełniąca funkcję świadectwa emocji, których nie sposób oddać za pomocą suchych danych i historycznych zapisów. W tomiku nie brakuje również lżejszych, obserwacyjnych tekstów, takich jak „Znacie to?”, „Punkty” czy „Smutna prawda”, w których Maciejewska z humorem i ironią komentuje absurdy codzienności, presję ocen, mody i społecznych oczekiwań. Ten balans między refleksją a żartem sprawia, że tomik pozostaje bliski czytelnikowi – nie moralizuje, lecz zaprasza do wspólnego uśmiechu i zastanowienia. Na szczególną uwagę zasługują też wiersze osobiste: „Matka”, „Ten jeden”, „Myśli”. To teksty intymne, pisane z perspektywy kobiety doświadczającej życia w jego najzwyklejszych, a zarazem najbardziej przełomowych momentach. Poetka nie idealizuje – pokazuje macierzyństwo, relacje i twórczość jako proces pełen sprzeczności, zmęczenia, ale i ogromnej siły. Natomiast wiersz „Stop”, będący rodzajem manifestu dojrzałości i samoakceptacji: „lepiej odpuścić, niż wiecznie się ścigać, odłożyć telefon i dostrzec człowieka.” Ten tekst doskonale oddaje charakter całego zbioru – spokojny, refleksyjny, uważny na drugiego człowieka i na samego siebie. Cały tomik sprawia wrażenie poetyckiego dziennika – zapisu myśli, obserwacji i emocji rozciągniętych na przestrzeni kilku lat. Dzięki datom pod wierszami czytelnik widzi, jak zmienia się świat i jak zmienia się sama autorka. To poezja szczera, komunikatywna i autentyczna – taka, w której wyraźnie widać człowieka stojącego za słowem. „Rymy i rytmy” to tomik dla tych, którzy cenią poezję bliską życiu – niewymyśloną, uważną i prawdziwą. Pokazuje poetkę nie tylko jako autorkę wierszy, ale jako kobietę zanurzoną w swoim czasie, reagującą na rzeczywistość i zapisującą ją taką, jaka jest. To zbiór szczery, komunikatywny i bliski czytelnikowi – taki, do którego można wracać, by odnaleźć własne emocje w cudzych słowach.

Jagoda Buch
Czytając świat razem z poetką. O tomiku „Rymy i rytmy, czyli historie wierszem zapisane” Tomik „Rymy i rytmy, czyli historie wierszem zapisane” Magdaleny Maciejewskiej to zbiór wierszy głęboko zanurzonych w codzienności, ale jednocześnie silnie zakotwiczonych w czasie – zarówno tym prywatnym, jak i historycznym. Autorka nie ucieka od prostoty formy, wręcz przeciwnie: świadomie ją wybiera, czyniąc z niej narzędzie do mówienia o sprawach ważnych, bliskich i uniwersalnych. Już w krótkim wierszu „Życie” poetka sygnalizuje swoją filozofię patrzenia na świat, opartą na równowadze między emocją a refleksją: „Czasem gest powie więcej niż słowa, czasem żyć trzeba zacząć od nowa” Te wersy wyznaczają ton całego tomiku – jest to poezja gestu, doświadczenia i prostych prawd, które wybrzmiewają mocniej właśnie dlatego, że są podane bez nadmiaru metaforycznego patosu. Szczególnie poruszające są wiersze osadzone w konkretnym momencie historycznym W „Dzielnych dziewczynach” autorka oddaje głos wojennej rzeczywistości, skupiając się na jednostkowym losie i cichym heroizmie codzienności. Spotkanie na dworcu staje się symboliczną klamrą: „Spotkały się na dworcu obie te dziewczyny, jedna była z Polski, druga z Ukrainy…” W tym prostym obrazie zawiera się cała dramatyczna zmiana świata – od młodzieńczych planów do przymusowej emigracji, od beztroski do odpowiedzialności i bólu. Podobny ciężar emocjonalny niesie wiersz „Oczy”, w którym wojna nie jest opisana bezpośrednio, lecz poprzez jej długofalowe skutki: „Te oczy, co zła tyle widziały, inaczej już będą także kochały.” To jeden z najbardziej dojrzałych tekstów tomiku – pokazuje, że trauma nie kończy się wraz z ucieczką w bezpieczne miejsce, lecz pozostaje w pamięci i w sposobie przeżywania świata. To poezja empatyczna, ludzka, bardzo „czasowa” – pełniąca funkcję świadectwa emocji, których nie sposób oddać za pomocą suchych danych i historycznych zapisów. W tomiku nie brakuje również lżejszych, obserwacyjnych tekstów, takich jak „Znacie to?”, „Punkty” czy „Smutna prawda”, w których Maciejewska z humorem i ironią komentuje absurdy codzienności, presję ocen, mody i społecznych oczekiwań. Ten balans między refleksją a żartem sprawia, że tomik pozostaje bliski czytelnikowi – nie moralizuje, lecz zaprasza do wspólnego uśmiechu i zastanowienia. Na szczególną uwagę zasługują też wiersze osobiste: „Matka”, „Ten jeden”, „Myśli”. To teksty intymne, pisane z perspektywy kobiety doświadczającej życia w jego najzwyklejszych, a zarazem najbardziej przełomowych momentach. Poetka nie idealizuje – pokazuje macierzyństwo, relacje i twórczość jako proces pełen sprzeczności, zmęczenia, ale i ogromnej siły. Natomiast wiersz „Stop”, będący rodzajem manifestu dojrzałości i samoakceptacji: „lepiej odpuścić, niż wiecznie się ścigać, odłożyć telefon i dostrzec człowieka.” Ten tekst doskonale oddaje charakter całego zbioru – spokojny, refleksyjny, uważny na drugiego człowieka i na samego siebie. Cały tomik sprawia wrażenie poetyckiego dziennika – zapisu myśli, obserwacji i emocji rozciągniętych na przestrzeni kilku lat. Dzięki datom pod wierszami czytelnik widzi, jak zmienia się świat i jak zmienia się sama autorka. To poezja szczera, komunikatywna i autentyczna – taka, w której wyraźnie widać człowieka stojącego za słowem. „Rymy i rytmy” to tomik dla tych, którzy cenią poezję bliską życiu – niewymyśloną, uważną i prawdziwą. Pokazuje poetkę nie tylko jako autorkę wierszy, ale jako kobietę zanurzoną w swoim czasie, reagującą na rzeczywistość i zapisującą ją taką, jaka jest. To zbiór szczery, komunikatywny i bliski czytelnikowi – taki, do którego można wracać, by odnaleźć własne emocje w cudzych słowach.

Jagoda Buch
Groteska, apokalipsa i świętokradczy humor — podróż po świecie „Urbi et Zombi” Grzegorz Gawlik w „Urbi et Zombi” proponuje czytelnikowi jazdę bez trzymanki przez światy religijnej groteski, teologicznego absurdu i humoru tak gęstego, że momentami można się nim udławić. To powieść, która — choć ubrana w futurystyczno-apokaliptyczny kostium — celuje przede wszystkim w nasze przyzwyczajenia, schematy myślenia i przyjmowane bezrefleksyjnie dogmaty. Już sama przedmowa, zaczynająca się klątwą, która „niech język zdrętwieje… niech mu się jądra zeschną na rodzynki”, sygnalizuje, że ciężkiej powagi tu nie będzie. Fabuła jest tylko szkieletem, na którym Gawlik zawiesza kolejne skecze i kpiny. Oto Emanuel Węgiel wraca na Ziemię po stuletniej misji odnalezienia Boga, a świat zmienił się w jeden wielki kalifat, z Polską jako ostatnią ostoją chrześcijaństwa. Ale nie fabuła jest tu ważna — lecz postacie i ich teologiczne wygibasy. Prym wiedzie kardynał Teofil, którego wewnętrzne monologi są jednym z najmocniejszych punktów książki. To on, smakując słowo konklawe, stwierdza zachwycony: „Słodkie niczym baklawa, i jakie klawe”, a chwilę później wieszczy: „tu trzeba myśleć apokaliptycznie!”. Gawlik bawi się religijnym słownikiem, rozciągając go do granic absurdu. Bohaterowie jednocześnie czczą i parodiują własne rytuały, jak wtedy, gdy rozważają symbolikę rozdawania „pięciu koszy odpadków biedakom”, dochodząc do wniosku, że przecież „jacyż byliby z nas chrześcijanie, gdybyśmy… nie myśleli o najbardziej potrzebujących? Żadni przecież!” Najciekawsze jest jednak to, że pod farsą pulsują całkiem poważne pytania. Kiedy jeden z narratorów pyta: „czy może zawsze jesteśmy w czymś zamknięci… jak matrioszka w matrioszce?”, ton niepostrzeżenie zmienia się z żartu w filozofię. Gawlik pokazuje, że religijność może być jednocześnie śmieszna, wzniosła, absurdalna i tragiczna. Postaci wciąż balansują między wiarą a paranoją. Moon Lee Druga, wskrzeszona i pełna zachwytu nad własnym powrotem, mówi: „nieżywym być jest jakoś nijako. Jakby się nie było”. Teofil zaś, w lochu, w roku „ostatnim tej ziemi”, rozczula się nad własnym losem jak nad męczeńską legendą, którą chciałby dopisać. „Urbi et Zombi” to satyra bez litości — religijna, kulturowa, społeczna. Gęsta, groteskowa, błyskotliwa. Czy obrazi niektórych? Z pewnością. Ale kto pozwoli jej rozwinąć skrzydła absurdu, zostanie nagrodzony inteligentną, przewrotną zabawą i niejedną myślą, która zostaje długo po lekturze.

Jagoda Buch
"Andheim" – gdzie magia ma swoją cenę Debiutancka powieść Alicji Burek, „Andheim” - saga upadku anioła, to rozbudowana, wielowątkowa historia fantasy, w której autorka łączy klasyczne motywy heroicznej epopei z refleksją nad naturą magii, władzy i poświęcenia. Już pierwsze sceny – dramatyczna śmierć królowej elfów z ręki paladyna – zapowiadają świat, w którym nie ma prostych rozwiązań, a każda decyzja pociąga za sobą ofiary. „Kiedy ognista włócznia mistrza zakonu paladynów przebiła dumną pierś królowej elfów, wszyscy wstrzymali oddech.” To nie tylko mocne otwarcie fabularne, lecz także symboliczny moment – początek końca świata, jaki znali bohaterowie. Wojna pomiędzy Andarolnem i Ithrandilem staje się tłem dla opowieści o duchowej walce, dojrzewaniu i odkrywaniu sensu własnej mocy. Świat przedstawiony – między magią a losem Burek tworzy z rozmachem pełen mitologii świat – Andheim – gdzie magia nie jest wyłącznie narzędziem walki, ale także duchowym doświadczeniem i przekleństwem. Szczególnie fascynujący jest wątek magii berserkerów – dzikiej, opartej na emocjach i przekraczaniu ludzkich ograniczeń. Eltred, mentor młodego Wyndelfa, tłumaczy: „Gniew jest głównym napędem magii berserkera, wierzymy w harmonię… wierzyliśmy, iż pomagając ludziom, uda się stworzyć piękniejszy świat, jednakże nie każdy podzielał naszą wiarę.” Autorka wprowadza tu ciekawy kontrast – pomiędzy emocjonalną, pierwotną mocą berserkerów a racjonalną, zdyscyplinowaną magią paladynów. Obie siły mają swoje cienie i blaski, a ich zderzenie przypomina klasyczne konflikty dobra i zła, które u Burek nigdy nie są jednoznaczne. Bohaterowie z krwi i kości Jednym z największych atutów powieści jest bogata galeria postaci. Każda z nich nosi w sobie ciężar przeszłości i osobisty cel, który nie zawsze współgra z ideami świata. Wyndelf, młody bohater poszukujący sensu i siły, jest postacią tragiczną – jego droga ku zrozumieniu magii berserkerów prowadzi przez ból i ofiarę. „Jeśli zginiesz tutaj, zginiesz naprawdę… jeśli zdobędziesz tu siłę, zdobędziesz ją naprawdę.” Takie słowa pokazują, że nauka w świecie Andheimu jest dosłowną walką o przetrwanie. Z kolei Wilhelm, dawny paladyn, którego „wrobiono w morderstwo”, wnosi do opowieści ton rozczarowania i politycznej intrygi. Jego rozmowa z matką, w której wyznaje: „Tak naprawdę nie zostałem Wielkim Mistrzem Zakonu, bo wrobiono mnie w morderstwo…”, odsłania gorzką prawdę o upadku ideałów w świecie, gdzie władza i wiara stają się narzędziami manipulacji. Miłość, obowiązek, poświęcenie Nie brak tu także wątków uczuciowych, subtelnie wplecionych w tło epickiej przygody. Szczególnie przejmujący jest fragment, w którym księżniczka Rozalia z bólem rezygnuje z zakazanej miłości: „Kocham cię, ale nie mogę tak dłużej… przykro mi.” To scena pełna emocjonalnej prawdy – jedna z tych, które pokazują, że Burek nie ogranicza się do opisów bitew i magii, ale sięga głębiej, w ludzkie serca. Styl i konstrukcja Autorka pisze językiem pełnym obrazów, z wyraźnym zamiłowaniem do klasycznej narracji fantasy. Opisy natury – „Andheim. Pełny stepów, łąk i sosnowych lasów. Nieskończona zieleń” – przywołują klimat dawnych sag, nadając historii niemal poetycki ton. Jednocześnie dialogi, często pełne ekspresji i filozoficznych rozważań, dobrze równoważą patos narracji. Momentami tekst może wydawać się przeładowany informacjami i nazwami, ale to częsty problem pierwszych tomów rozbudowanych sag – świat Burek dopiero się otwiera, a jego bogactwo zapowiada rozwój kolejnych części. Motyw upadku i odrodzenia Tytułowy Upadek Anioła to nie tylko metafora wojny między królestwami, ale również duchowy upadek bohaterów – i ich próby odkupienia. Śmierć cesarza i żałoba Rozalii zamykają powieść nutą melancholii: „Największą stratą dla Rozalii była śmierć ojca. Tuliła się do Andora, patrząc, jak na drewnianym stosie płonie ciało cesarza.” To piękny, tragiczny finał pierwszej części sagi, zapowiadający dalszą walkę o jedność i nadzieję w świecie, który zdaje się pogrążać w chaosie. Alicja Burek w „Andheim” - saga upadku anioła stworzyła epicką, emocjonalnie nasyconą opowieść o walce, wierze i przeznaczeniu. To książka, która spodoba się czytelnikom Wiedźmina, Pieśni lodu i ognia czy Eragona – fanom światów, gdzie magia ma cenę, a bohaterowie muszą wybierać między sercem a obowiązkiem. Choć momentami fabuła przytłacza natłokiem postaci i terminów, to wyczuwalna pasja autorki, bogactwo świata i emocjonalna głębia rekompensują te drobne niedociągnięcia. „Andheim” to obietnica wielkiej sagi – mrocznej, lirycznej i pełnej pytań o naturę dobra i zła.









1-5 z 685 recenzjiPrzepraszamy, żadne recenzje nie pasują do twoich aktualnych wyborów
Najnowsze oceny
-
Czarne dziury charakteru
Oceniono 4 na 5przez Edyta Rauhut -
Czarne dziury charakteru
Oceniono 5 na 5przez Jolanta Ferdek -
(D)ocenić życie
Oceniono 5 na 5przez Katarzyna Wójcik -
MIKROKRAJE EUROPY
Oceniono 5 na 5przez Dariusz -
Świat w oczach czarownicy. Historie o mojej matce, górach i przemijaniu
Oceniono 5 na 5przez Agnieszka, Alternatywna Wiedźma -
Cuda greckiego Peloponezu
Oceniono 5 na 5przez Joanna -
Dymgła. Kryminał polityczny
Oceniono 3 na 5przez Edyta Rauhut -
Kodeks światła. Wizje z granicy światów
Oceniono 4 na 5przez Magdalena -
Kodeks światła. Wizje z granicy światów
Oceniono 5 na 5przez Anna -
Kodeks światła. Wizje z granicy światów
Oceniono 5 na 5przez Benia -
Kodeks światła. Wizje z granicy światów
Oceniono 5 na 5przez Małgorzata Szweda- Czerwińska -
Dymgła. Kryminał polityczny
Oceniono 3 na 5przez Jolanta Ferdek -
Kodeks światła. Wizje z granicy światów
Oceniono 5 na 5przez Katarzyna -
Kodeks światła. Wizje z granicy światów
Oceniono 5 na 5przez Karolina K. -
Kodeks światła. Wizje z granicy światów
Oceniono 5 na 5przez Dorota -
Przebudzenie
Oceniono 5 na 5przez Anonim -
ABC Ewolucji
Oceniono 4 na 5przez Maciej -
Księżniczka i tęczowe smoki
Oceniono 5 na 5przez Jadwiga Jaworska -
Cuda greckiego Peloponezu
Oceniono 5 na 5przez Ja(n)Czytam -
Imperium Sofia
Oceniono 4 na 5przez Aleksandra Motyka -
Księżniczka i tęczowe smoki
Oceniono 5 na 5przez natalyk -
Współwydanie książki. Jak wydać książkę razem z wydawnictwem
Oceniono 5 na 5przez Danuta Kędra -
Droga przez Bretanię
Oceniono 5 na 5przez Elżbieta -
Konsultacja wydawnicza
Oceniono 5 na 5przez Edyta -
Sztuka uwodzenia
Oceniono 5 na 5przez Małgorzata Szweda- Czerwińska -
Świnka Celinka i historie z podwórka
Oceniono 5 na 5przez Eliza T. -
Świnka Celinka i nowi przyjaciele
Oceniono 5 na 5przez Eliza T. -
Świat w oczach czarownicy. Historie o mojej matce, górach i przemijaniu
Oceniono 4 na 5przez Jagoda Buch -
Świnka Celinka i nowi przyjaciele
Oceniono 5 na 5przez elizabadora09 -
Świat w oczach czarownicy. Historie o mojej matce, górach i przemijaniu
Oceniono 5 na 5przez Jolanta Ferdek -
Świat w oczach czarownicy. Historie o mojej matce, górach i przemijaniu
Oceniono 5 na 5przez Lea -
Ładunek
Oceniono 5 na 5przez Danuta Parkinson -
Współwydanie książki. Jak wydać książkę razem z wydawnictwem
Oceniono 5 na 5przez Edyta -
Bo nikt mnie nigdy nie kochał
Oceniono 4 na 5przez Jagoda Buch -
WYŚCIG NA OKRĘCIE "BEAGLE". Eseje o nauce i uczonych
Oceniono 5 na 5przez Piotr Panek -
Imperium Sofia
Oceniono 5 na 5przez Jagoda Buch -
Tajemnica mokradła
Oceniono 5 na 5przez igielkowa.biblioteczka.1 -
Czarna Orchidea. Miecz Odważnego Rycerza. Część I
Oceniono 4 na 5przez vanishingbooks -
Pakiet 4 tomów „Kochana Maryś! Listy z Afryki” w etui
Oceniono 5 na 5przez Przemysław -
Rymy i rytmy, czyli historie wierszem zapisane
Oceniono 5 na 5przez Jagoda Buch
-












„Czarne dziury charakteru” K.M. Wojewodzic, to nie jest lektura, która wciąga od pierwszej do ostatniej strony. To książka, której warto poświęcić nieco dłuższą chwilę, zatrzymać się przy opowiadaniach i zarezerwować czas na refleksję. Publikacja ukazała się nakładem Wydawnictwa Sorus w 2026 roku. Sięgnęłam po nią, ponieważ mnie zaciekawiła. Szczególnie interesowały mnie inspiracje muzyczne.
Lektura zbioru opowiadań pod tytułem „Czarne dziury charakteru” była ciekawym doświadczeniem. Lubię twórczość literatów i artystów, u których dziedziny sztuki się przenikają. Inspiracją do tworzenia może być wszystko: życie codzienne, wydarzenia, ludzie, również sztuka. W tym przypadku była to muzyka, choć nie wykluczam innych źródeł weny. Muzyka często towarzyszy człowiekowi od najmłodszych lat, więc to naturalne, że odgrywa tak ważną rolę w opowiadaniach K.M. Wojewodzic. Stała się ważnym elementem spajającym opowiadania. Piosenki są inspiracją. Uzupełniają fabułę utwory grupy Pink Floyd. W opowiadaniach znajdziemy również fragmenty piosenek takich artystów, jak Budka Suflera, Maanam, The Rolling Stones, Madonna, Eminem i wielu innych. Cenne w tej publikacji jest właśnie to, że przypomina czytelnikowi utwory muzyczne, które z pewnością były popularne.
Piosenki są również tekstami kultury, które gromadzą wokół siebie rzeszę odbiorców. Mogą być utworami kojarzonymi nie tylko z anten radiowych, telewizyjnych, czy portali do odsłuchiwania muzyki. Muzyka towarzyszy człowiekowi w różnego rodzaju momentach życiowych, tych mniej lub bardziej szczęśliwych. Przy muzyce świętujemy, spotykamy się z ludźmi bliskimi i tymi, z którymi łączy nas dalsza relacja. Przy piosenkach pracujemy, zawodowo, dążymy do spełnienia marzeń. Pogrążamy się w refleksji, rozstajemy się lub żegnamy się. Myślę, że to jeden z powodów, dzięki któremu tak łatwo i naturalnie udało się muzykę wpleść w historie bohaterów opowiadań. Bohaterów, którzy mierzyli się ze swoim losem. Losem, który zaplanował dla nich scenarzysta tych opowieści, K.M. Wojewodzic. Muzyka nadała klimat tym historiom.
Skąd tytuł „Czarne dziury charakteru”? Należałoby szukać odpowiedzi w ostatnim z utworów, w Baśni o czarnych dziurach. Utwór stylizowany jest na bajkę, zaczynając się od słów: Dawno, dawno temu za siedmioma górami, za siedmioma morzami był sobie kraj. A w nim Wielka Czarna Dziura. Indywidualna, lecz nie jedna, nie dwie. Tysiące. Miliony. (…) Czym więc są czarne dziury? Momentami w życiu? Wspomnieniami? A może emocjami? Wszystkim tym, co zostaje w nas i odkłada się latami, by w końcu eksplodować? Wszystkim tym, co krąży obok siebie?
Metaforyczny wymiar opowiadań widać nie tylko w Baśni o czarnych dziurach, ale również w pozostałych utworach. Widać również pracę z formą. Znajdziemy tu opowiadania napisane w sposób tradycyjny, z opisami i dialogami. Takie w formie zapisu rozmowy, czy wywiadu. Różnorodność formy sprawia, że lektura nie jest monotonna. Z ciekawością zaglądamy na kolejną stronę. Każdy z utworów wydaje się precyzyjnie zaplanowany, dopracowany językowo (sposób wypowiedzi dopasowany jest do historii, sprawia wrażenie naturalnego). Język niektórych utworów ma w sobie także pierwiastek poetycki w postaci barwnych porównań. W tytułach odnajdziemy ciała niebieskie takie jak Słońce, Merkury, Wenus, Księżyc, Ziemię, Jowisz, Saturn, Uran, Neptun, Pluton. Pojawia się także Lilith.
Bohaterowie opowiadań dalecy są od ideału, ale przez to jeszcze ciekawsi. Dziewczynka, która jest zagrożona z religii, nerwowy ojciec, etatowy pracownik, który dusi się w codzienności, gwiazda ubolewająca nad płytkością percepcji słuchaczy, para biegaczy, która burzliwie rozpoczęła swoją znajomość. Tym historiom towarzyszy wiele skrajnie różnych emocji. Pojawia się także poczucie niedopasowania tak bardzo ludzkie. Opowiadania zawarte w zbiorze „Czarne dziury charakteru” dotykają ludzkich spraw, dzięki czemu można powiedzieć, że są uniwersalne. Polecam lekturę.
“Czarne dziury charakteru” to nietuzinkowa lektura, na pewno wymaga czasu i uwagi. Opowiadania, które składają się na całość należy czytać powoli, smakując słowo. Estetyka słowa jest głównym atutem utworu. Tu nie akcja porywa, ale umiejętność oddania czasu i przestrzeni, w jakiej żyją bohaterowie. Obrazowość opisów świata zewnętrznego koresponduje ze stanami psychicznymi postaci – kobiet i mężczyzn uwięzionych w schematach. Poruszają się po orbicie swojego życia, jak ciała niebieskie, samotni, zagubieni, rozczarowani. Poszczególne rozdziały jawią się niczym obrazy impresjonistów ze strumieniem świadomości. Przy lekturze pokusiłam się o podkręcenie nastroju utworami do których nawiązuje autor. Interesujący i trafiony zamysł artystyczny.
Świetna książka. Pochłonęłam w 1 dzień. Dla wszystkich, którym zależy na podniesieniu jakości swojego życia. Napisana przystępnym językiem. Podczas czytania nie ma nudy, oprócz teorii autor deleguje do zadań, podaje ciekawe przyklady. Było pare momentów kiedy parsknęłam śmiechem. 😁 To co lubie w tej książce najbardziej to to, że autor nie krąży wokół tematu. Samo mięsko 😉
Generalnie git
„Świat w oczach czarownicy” to książka, która od pierwszych stron otula atmosferą tajemnicy, duchowości i czegoś bardzo pierwotnego – zakorzenionego w naturze i pamięci.
Najbardziej poruszyło mnie to, jak autor splata osobistą historię z opowieścią o swojej matce – kobiecie nazywanej czarownicą. Nie w bajkowym znaczeniu, ale jako tej, która rozumiała więcej, czuła głębiej i żyła bliżej natury niż inni, a także parała się ziołolecznictwem czy spirytyzmem
. To historia o relacji, dziedzictwie i próbie zrozumienia tego, co często bywa niezrozumiane.
Ogromnym atutem tej książki jest jej osadzenie w Górach Świętokrzyskich. Czytając ją, czułam się, jakbym wracała w swoje strony – do miejsc, które znam, ale które nagle nabierają zupełnie nowego, magicznego wymiaru. Jak dla mnie dodało to tej historii jeszcze większej autentyczności i emocjonalnej głębi.
To książka dla osób, które lubią refleksyjne, nieoczywiste historie, w których duchowość przeplata się z codziennością, a pamięć o bliskich zostaje z nami na zawsze.
✨ Czy są tu osoby, które czują szczególną więź ze swoim miejscem na ziemi? A może wierzycie, że pewne historie i ludzie zostają z nami na dłużej, niż tylko na chwilę?