Opis
Nie każdy potrafi zatrzymać ulotne wakacyjne chwile w pociągnięciach pędzla. Kornelka jednak robi to doskonale.
Z farbami w plecaku i wrażliwością w sercu przemierza Toskanię, próbując uchwycić jej piękno. Podczas jednego ze spacerów Kornelka i jej brat odkrywają stary domek, ukryty pośród malowniczych wzgórz. Przed nim bawi się smutna dziewczynka, która wyraźnie nie pasuje do otaczającego ją krajobrazu. Ten widok sprawia, że dzieci zatrzymują się na chwilę… Nie wiedzą jeszcze, że to spotkanie zmieni wszystko.
„Czekolada dla Mii” to wzruszająca opowieść, która oswaja młodych czytelników z trudnymi tematami: różnorodności, migracji i integracji wielokulturowej.
Udowadnia, że nie potrzeba wspólnego języka, by się zrozumieć – wystarczą gesty, spojrzenia i odwzajemniony uśmiech. Bo prawdziwa komunikacja zaczyna się od uważności, ciekawości i otwartości na drugiego człowieka.
Stąd już blisko do przyjaźni!
Monika Choińska – ur. 1977, pedagog specjalny i nauczycielka w szkole podstawowej w Lublinie. Od lat pracuje z dziećmi, młodzieżą oraz dorosłymi z indywidualnymi potrzebami. W 2022 r. w Londynie ukazała się jej książka „Nobe and Me” poruszającą temat autyzmu, z kolei inspiracją do stworzenia tej historii stały się obserwacje kształtowania się relacji międzyludzkich. Jej pasją są podróże oraz filmy psychologiczne i science fiction.
SPIS TREŚCI
- Przygotowania do wakacji
- Wymarzona podróż
- Dziwny domek
- Nowa znajomość
- Spotkanie z mamą Mii
- Zwiedzanie Florencji
- Czas powrotu
- Radość spotkania
1. Przygotowania do wakacji
„Nareszcie! Koniec szkoły – lato i wakacje” – pomyślałam z ulgą, niecierpliwie zerkając na tatę, który jeszcze coś majstrował przy komputerze, sprawdzał… W końcu jednak podniósł wzrok, otworzył szeroko oczy i wykrzyknął:
– No tak! Spakowaliście pół domu! Trzeba będzie dokupić kolejną walizkę, bo do tej moje rzeczy już się na pewno nie zmieszczą!
– Oj, Tomek, nie marudź, przecież jedziemy na dłużej. Poza tym Toskania jest daleko, a z pogodą też może być różnie… – zauważyła mama.
– Różnie? Przeważnie tropikalne, palące słońce… – Tata zapatrzył się gdzieś w dal, zamyślony, jakby bujał w obłokach, marząc o Toskanii.
– Tak czy siak, dokupmy jeszcze dużą i małą walizkę – zadecydowała ostatecznie mama.
– Mamusiu, czy mogę zabrać kilka moich ulubionych zabawek i gier? No wiesz… Tak na wszelki wypadek… Gdybym się nudziła wieczorami – zapytałam niepewnie.
– Jasne, kochanie. Alku, ty też o czymś pomyśl, jak Kornelka. Później zważymy bagaże. – Mama ogarnęła wzrokiem pokój i z błogim westchnieniem dodała: – Tego lata będziemy dużo zwiedzać, podróżować… Nie tylko samolotem…
– No proszę! – Tym razem to tato przerwał marzycielski nastrój. – Nie zapominaj, kochanie, że musimy też troszkę popracować nad raportem dla fundacji i rozejrzeć się w kilku miejscach, wiesz jakich.
Tato starał się mamie o czymś przypomnieć, ale ja nie miałam pojęcia, o czym oni mówią. Mnie i mojego brata interesowały tylko wakacje.
– Tato, a jak się właściwie nazywa to miejsce, do którego lecimy? – dopytywał Alek.
– To ma być niespodzianka. Zdradzę ci jednak, że jest piękne, choć niezbyt gęsto zaludnione. Ale nie martwcie się, bo atrakcji wam nie zabraknie! Pojeździmy trochę. W Toskanii jest wiele pięknych miejsc… – uśmiechnął się do nas i po chwili zaczął szukać swoich drugich okularów, które jak zwykle gdzieś zniknęły.
Ja tymczasem postanowiłam pokręcić się trochę po moim pokoju i spakować rzeczy, które mogłyby mi się przydać. W końcu byliśmy już prawie gotowi. Wtedy spojrzałam w okno i zdałam sobie sprawę, że słońce dawno już zaszło. Zbliżała się noc. Na zewnątrz było nadal cicho i gorąco. Żadnego wiatru.
„W Toskanii będzie jeszcze upalniej…” – pomyślałam i ziewnęłam szeroko.
Następny dzień minął nam bardzo szybko. Pojechaliśmy do galerii i kupiliśmy walizki, płaszcze przeciwdeszczowe, mama jakieś kremy na komary i inne owady, tato długie lniane spodnie, a ja słomiany kapelusz, taki wielki, kolorowy. Alek nawet kupił rakietki do badmintona.
– Jutro o piątej rano wyjeżdżamy na lotnisko do Warszawy. Musicie się wyspać – przypomniała mama.
– A ile trwa lot? – odezwał się Alek.
– Trzy i pół godziny, mniej więcej. Później wypożyczymy samochód – dodał tato, wpychając do walizki aparat fotograficzny i lornetki.
2. Wymarzona podróż
– Pobudka, pobudka…! Czas wstawać, śpiochy!
Wołanie słychać było w całym domu. Nieśpiesznie wystawiłam nos spod kołdry. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że to mama budzi nas tak wcześnie.
– Jeszcze chwilka… – westchnęłam i przewróciłam się na drugi bok.
– Okej. To jadę sama – rzuciła mama.
– Nie! Toskania! Już się ubieramy! Dajcie mnie i Alkowi tylko pół godzinki – poprosiłam.
Niecałą godzinę później byliśmy już w drodze. Jechaliśmy z Wrocławia do Warszawy, na lotnisko. Nasz samolot wystartował o czasie. Razem z bratem podziwialiśmy widoki z małego okienka i robiliśmy zdjęcia. Alek wyciągnął kanapki i chipsy, bo jak zwykle od razu był głodny. Ja postanowiłam wyjąć ołówek i porysować. Podróż mijała nam szybko.
Nagle nasz samolot zaczął obniżać wysokość lotu. Spojrzałam przez okno. Pomiędzy chmurami zauważyłam zielone widoki.
– Już się zbliżamy! Jak pięknie… Ale kolorowe pola i łąki! A tam widać domki… Zobacz, Alku, jakie ładne! – krzyknęłam z zachwytu.
– A gdzie jest morze? – dopytywał brat.
– Za chwilę zobaczycie też wybrzeże i skały – odezwał się spokojnie tato.
W końcu samolot wylądował.
– Kochani, jesteśmy na lotnisku w Pizie – oznajmiła mama, spoglądając przez okno. Po chwili zaczęła zbierać nasze ubrania i puste butelki po wodzie.
– Ach, jak ładnie tutaj… – wyszeptałam i rozejrzałam się dookoła. Alek też podziwiał widoki.
– Zatrzymamy się w niewielkim hotelu, zwiedzimy miasto w dwa dni, a potem ruszamy dalej – poinformował nas tato.
Z bagażami poszło nam całkiem sprawnie. A kiedy wsiedliśmy do wypożyczonego samochodu, zaczęło się nasze zwiedzanie. Podziwialiśmy uliczki, budynki i różne zabytki.
– Ja chcę zobaczyć Krzywą Wieżę i w ogóle wszystko…! – Mój brat bardzo się ożywił i cały czas robił zdjęcia tym swoim aparatem.
Jechaliśmy powoli, tak żeby zobaczyć jak najwięcej i podziwiać widoki. Spoglądałam z zainteresowaniem przez okno. Z daleka, już za zabytkami, dostrzegłam piękne krajobrazy. Pofalowane wzgórza rozdzielone były pięknymi łąkami i rozsypanymi jak klocki domkami. Zupełnie jak namalowany obraz. Jeszcze ta czerwień… Wytężyłam mocniej wzrok. „To chyba maki” – pomyślałam. Roślinność różniła się od naszej, polskiej. Warto było tu przyjechać. Nie
pamiętam dokładnie, jak długo jechaliśmy, chyba z godzinkę… Byłam już naprawdę zmęczona.
W końcu dotarliśmy do naszego hotelu. Spojrzałam w górę. Był kolorowy, otoczony roślinnością. Podobał mi się. Wyglądał jak mały pałacyk. Wejścia były półokrągłe, tarasy z kolumnami, dookoła palmy, dużo płócien z krajobrazami i witraży. W holu stały stare stoły i krzesła, ciekawie pomalowane, w jakieś wzorki. Zanieśliśmy bagaże do naszych pokojów. Tutaj
podobnie. Całą ścianę zdobił pejzaż przedstawiający Pizę. Lustra były ciemnobrązowe, okrągłe. Na środku małego saloniku stała efektowna bordowa ława, ozdobiona wyrzeźbionymi, okrągłymi wzorkami. A na ławie wielki porcelanowy dzban z kwiatami, barwnie wymalowany – oczywiście we wzgórza i wybrzeże Toskanii. Oba pokoje, mojego brata i mój, były ładne, choć skromne. Mieliśmy świeżą pościel, a na łóżkach śnieżnobiałe łabędzie z kąpielowych ręczników. Obok każdego łóżka stała mała, ozdobna szafeczka z lampką nocną. Na stoliku znaleźliśmy kolorowe broszury i mapę Toskanii. Tato z Alkiem od razu zaczęli ją wertować, obmyślając plan dalszej podróży i zwiedzania. Odpowiadało mi to jak najbardziej, bo było tu całkiem miło. Przez lekko uchylone okno wpadł ciepły powiew, niosąc ze sobą zapach pizzy. Dopiero teraz zorientowałam się, że jestem głodna.
– Ja też poczułam zapach czegoś dobrego. – Mama spojrzała na mnie znacząco i machnęła do wszystkich ręką, wołając: – Na dole jest restauracja. Chodźmy na pizzę!
Naśladując moich rodziców, stanęłam przed lustrem, poprawiłam fryzurę i ubranie. Zerknęłam na brata. Alek grzebał w torbie i czegoś szukał.
– Co ty tam jeszcze robisz, Alku? Chodź już, jestem głodna! – przynagliłam go. Zobaczyłam, jak wyjmuje swoje nowe buty i koszulkę.
– Chciałem włożyć swoje czerwono-białe adidasy. Są fajne – odburknął brat, niezadowolony, że go popędzałam.
Po piętnastu minutach siedzieliśmy wszyscy w restauracji, czekając, aż ktoś podejdzie do naszego stolika, który zdobił śliczny porcelanowy dzbanek z bukietem kwiatów w środku. Nagle, nie wiadomo skąd, pojawił się wysoki, mocno opalony kelner, w białej koszuli i czarnych spodniach. Z uśmiechem zbliżał się do nas, niosąc tacę i kolorową kartę menu.
Decyzja zapadła szybko: zamówiliśmy regionalną pizzę, a rodzice dodatkowo białe włoskie wino. Rozejrzałam się wokół. Siedzieliśmy na jednym z pięknie ozdobionych wijącą się roślinnością tarasów. Alek wypatrywał czegoś z lewej strony restauracji.
– Tato, tam na dole jest duży basen, a za nim boisko do piłki! Hej, tenis też jest! Super! – Mój brat był zachwycony! Wyrywał się, dosłownie nie mógł usiedzieć na miejscu.
– Jak zjemy tę pyszną pizzę, to razem tam pójdziemy. Popływamy trochę. – Tato uśmiechnął się z zadowoleniem.
– Wieczorem podobno organizują pokaz tańców regionalnych i animacje. Będzie co oglądać! – dodała mama, czytając ulotkę z programem hotelu.
– Pewnie! Dziś i jutro zabawa na miejscu, a pojutrze wyruszamy na zwiedzanie miasta! – Tato obmyślał już plan wycieczki.
Nie traciliśmy z Alkiem czasu. Szybko zjedliśmy pizzę i pobiegliśmy do naszego pokoju włożyć stroje kąpielowe. Po chwili pływaliśmy już w basenie. Woda była idealna: czyściutka, nie za zimna, nie za gorąca. Na powierzchni rozchodziły się sztuczne fale. Trochę dalej, na zielonej wysepce pośrodku basenu zauważyłam mostek.
– Mamo, tato, chodźcie do nas! – krzyknął brat.
– Już idziemy! – zawołali rodzice i powoli zaczęli wchodzić do basenu. Chwilę później bawiliśmy się razem.
– Fajnie tu! – Alek był wniebowzięty. – Kornelko, nurkujesz ze mną? – zapytał zachęcająco, po czym założył maskę i już był pod wodą, a ja zaraz za nim.
Tylko zalogowani klienci, którzy kupili ten produkt mogą napisać opinię.
Wydawnictwo Sorus,
DM Sorus sp. z o.o.,
Bóżnicza 15/6,
60-643 Poznań,
Poland,
sorus@sorus.pl,
tel. +48 61 653 01 43
Edyta –
Książka ciekawa, czyta się szybko. Polecam.