Opis
To historia o samotności, braku miłości i bliskości oraz o wielkim cierpieniu. Ale także o sile przetrwania. To opowieść o tym, jak niezwykle trudno niektórym odnaleźć się we współczesnym świecie, a także o przeżyciach, emocjach i myślach człowieka, z którego wnętrza wydobywa się potężny, przez nikogo niesłyszalny krzyk. Czy ludzka determinacja okaże się wystraczająca, by wygrać tę najważniejszą z walk – o własne życie?
Wojciech Jastrowicz – psycholog i terapeuta uzależnień. Od kilku lat pracuje z osobami, które doświadczają różnego rodzaju trudności emocjonalnych. Interesuje się literaturą, muzyką i sztuką, uprawia sport, podróżuje, kocha zwierzęta. Pisanie towarzyszy mu od zawsze. Już jako młody człowiek zapisywał różne swoje przeżycia, uczucia i spostrzeżenia. Z ciekawością patrzy na otaczający go świat.
SPIS TREŚCI
- Dzieciństwo
- Samotność
- Dopalacze
- Kilka miesięcy później
Więcej o Diagnozie: alienacji przeczytasz tutaj.
Dzieciństwo
Ale mi się chce jarać, a jak na złość nikt nie ma papierosów i od nikogo nie mogę wysępić szluga. Wiem, wiem, nie powinnam palić, no ale trudno, tak, palę i już. Nawet nie stać mnie na paczkę papierosów, więc muszę lecieć kawałek drogi do kiosku, gdzie sprzedają na sztuki. Dobrze, że jest taka możliwość, bo przecież trzydzieści groszy zawsze uda mi się wyciągnąć od rodziców czy z kimś się złożę na jednego papierosa i wyjaramy go na pół. Dziś nikt mi nie towarzyszy. Uśmiecham się do siebie na myśl, że za chwilę zapalę. Co z tego, że mam trzynaście lat, nawet sprzedawczynię gówno to obchodzi.
Wracam z kiosku mało uczęszczaną drogą, żeby móc spokojnie spalić bez ludzkich spojrzeń. Niespodziewanie zatrzymuje się przy mnie jakiś koleś na rowerze i pyta o ogień. Oczywiście, że mam. Daję mu, a on mi się przygląda. Nie wiem, o co mu chodzi. Zadaje pytania w stylu: „A ty już palisz? Ile ty masz lat?”. I, co najdziwniejsze, pyta mnie, czy mam chłopaka… Ale o co chodzi? Nie umiem pozbierać myśli, nie wiem, czy to przez papierosa, którego palę, bo jest on dzisiaj moim pierwszym, więc przez chwilę mogę być trochę zakręcona. Staram się uprzejmie odpowiadać na pytania. Przecież zawsze byłam grzeczna i ułożona. Po chwili gościu odjeżdża. Kawałek dalej siadam na murku, aby spokojnie dokończyć papierosa. No nie… Czego on znów chce? Wrócił. Opiera rower o murek i siada obok mnie. Czuję się niezręcznie. Facet jest chyba po trzydziestce. Siedzi i patrzy na mnie. Kończę i wyrzucam peta. Dlaczego siedzę tam dalej? Gościu częstuje mnie jeszcze papierosem i pyta, czy mam już włosy. Gdzie? – pytam. Przecież mam piękne blond włosy. Oczywiście nie chodziło mu o włosy na głowie, tylko o te, które mam między nogami. Chce, żebym mu pokazała. Przecież nie mogę tego zrobić tutaj. Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale idę z obcym facetem w krzaki, gdzie każe mi zsunąć spodenki. Grzecznie robię, co mi każe. Dlaczego wykonuję to, co jakiś obcy facet mówi mi, co mam robić? Mam go dotykać. Jak? Nigdy przedtem niczego takiego nie robiłam. Nie wiem, jak mam się zachować. On natomiast wie doskonale.
Po dziesięciu minutach spędzonych w krzakach pyta się mnie, czy mam ochotę na piwo i czy nie poszłabym do niego. Piwo, piwo, piwo… Ktoś chce mi postawić piwo, i jeszcze ma fajki. Spoko. Idziemy do jego domu. Jak się okazuje, facet ma na imię Tomek, ma trzydzieści pięć lat, żonę i dwoje dzieci. Jeśli ma żonę i dzieci, to do czego ja mu jestem potrzebna? Oczywiście żony i dzieci teraz nie ma, wyjechali na wakacje.
Dom ma nawet ładny. Pokój dziecinny jest super, są w nim komputer, wieża stereo. Każe mi usiąść w fotelu, po czym sam idzie do kuchni. Słyszę, jak otwiera piwa. Gdy tak siedzę, podchodzi do mnie i rzuca jakieś gazety… pornograficzne… Mówi, żebym je pooglądała. Oglądam. Pierwszy raz w życiu widzę takie gazety, w ogóle pierwszy raz oglądam dorosłych ludzi nago. Po kilku łykach piwa Tomek podchodzi do mnie i mówi, żebym się rozebrała. Ale jak to? Cała, tutaj? Robię to i siadam znów w fotelu, on już też jest nagi. Dlaczego spełniam wszystkie rozkazy? Strasznie się wstydzę, nie wiem, co mam mówić, robić i staram się tylko wypić jak najwięcej piwa, bo wtedy poczuję się swobodniej. Pamiętam, że tak się czułam ostatnim razem, kiedy wypiłam wino ze znajomymi. Byłam odważniejsza. Mam go całować i wszędzie dotykać, on robi to samo mnie. Boję się. Nie wiem, co będzie dalej. Każe mi się położyć na łóżko i leżeć. Mam go dotykać. Robię to, a on robi mi to samo. Czuję, że piwo uderza mi do głowy. Nadchodzi luz. A może nic nie czuję? Może o to właśnie mu chodziło, żebym nic nie czuła? Wie przecież, że jestem młoda i alkohol, nawet w małych ilościach, działa na mnie szybciej. Już nic nie mogę zrobić, jak tylko poddać się temu, czego on chce. Nie mam już odwrotu, bo jeśli mu odmówię, może się na mnie wkurzyć.
Po wszystkim znów częstuje mnie piwem, więc wypijam butelkę na trzy razy i mówię, że muszę już iść, bo rodzice będą się martwić. Wypuszcza mnie z domu, daje jeszcze parę złoty na papierosy i prosi o kolejne spotkanie. Nie wiem, nie wiem, jak dojdę do domu, do którego mam kawałek, a jestem podpita. Podpita trzynastolatka idzie do domu! Nie mam pojęcia, czy mieści się to w jakiejś normie. Oczywiście do domu nie docieram, tylko zatrzymuję się, gdy już jestem blisko, i siadam na trawie na boisku, żeby dojść do siebie. Nie mogę w takim stanie pokazać się rodzicom. Z mamą jeszcze jakoś by przeszło, ale tato by się wściekł i skończyłoby się awanturą. Nie bardzo do mnie dociera, co się stało. Jakby nic takiego się nie wydarzyło. Kochałam się z facetem. Pierwszy raz w życiu uprawiałam seks. Teraz już jestem naprawdę dorosła. Niektóre moje koleżanki jeszcze nawet nie mają chłopaka, a co dopiero mówić, żeby z kimś się kochać. Ja już mam to za sobą. WOW! Teraz żadna mi nie podskoczy.
Ach życie… Dziś jestem przed trzydziestką albo po dwudziestce, w zależności od tego, jak chcę się czuć. Czy jako dojrzalsza, czy bardziej młoda i beztroska. Chciałabym napisać coś o sobie, ale nie wiem, od czego mam zacząć, by skleić to w jeden zarówno piękny, jak i przerażający obraz. Moje dawne życie bardzo trwale odcisnęło piętno na obecnym. Dobrze byłoby powiedzieć: Ach przeszłość… Z westchnieniem pełnym spokoju i z uśmiechem. Chciałabym, aby podczas wędrówki w głąb siebie poczuć się lepiej, przenieść się tam i doznać straty. Było, co było, i wiem, że nie mam już na to wpływu.
Wydawnictwo Sorus,
DM Sorus sp. z o.o.,
Bóżnicza 15/6,
60-643 Poznań,
Poland,
sorus@sorus.pl,
tel. +48 61 653 01 43
natalia –
„Diagnoza: alienacja” to książka, którą ciężko wyrzucić z pamięci. Pierwszym, co rzuca się w oczy jest jej dosadność – mocny, brutalny, często wulgarny język od razu wrzuca czytelnika na głęboką wodę. Jej ogromną zaletą jest szczerość i ludzkie podejście do problemu. Podczas czytania ma się wrażenie, że utknęło się w głowie osoby uzależnionej, zranionej i przede wszystkim samotnej, wyalienowanej.
Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, co sprawia, że czytelnik od razu wchodzi do świata bohaterki, który jest przepełniony wyzwaniami i nierzadko bólem. Już na samym początku warto zaznaczyć, że ta książka nie jest łatwa i nie każdy będzie w stanie przez nią przebrnąć. Jest to historia młodej dziewczyny, która już jako dziecko sięga po narkotyki, z czasem wpadając w coraz głębsze uzależnienie. Brzmi drastycznie? Owszem, ale to właśnie szczerość i dosadność czynią tę książkę tak poruszającą i ważną.
To, co najbardziej mnie uderzyło, to nie same narkotyki czy destrukcyjne zachowania, ale motywacje, które za nimi stoją. Bohaterka nie robi tego dla zabawy. Po prostu próbuje coś poczuć, uciec od bólu, znaleźć akceptację, której nigdy nie dostała – ani w domu, ani w relacjach z innymi. Uzależnienie staje się dla niej próbą zapełnienia emocjonalnej pustki. Czytając niektóre fragmenty, czułam się tak, jakbym patrzyła na kogoś, kto desperacko próbuje poprosić o pomoc, ale nie wie jak.
Ogromnym plusem książki jest to, że nie próbuje ona niczego upiększać ani oferować prostych rozwiązań. Bohaterka wielokrotnie trafia na detoks, uczestniczy w terapii, a potem wraca do nałogu – ten cykl się powtarza. I choć może być to frustrujące, właśnie tak wygląda rzeczywistość wielu osób zmagających się z uzależnieniem. Cieszę się, że autor zdecydował się pokazać ten proces w realistyczny sposób – jako trudny, długi i często pozbawiony spektakularnego finału, co udowadnia zakończenie książki.
Uważam, że „Diagnoza: alienacja” to książka, którą warto przeczytać – nie tylko po to, żeby zrozumieć, czym jest uzależnienie, ale przede wszystkim po to, aby spojrzeć inaczej na ludzi, którzy zmagają się z problemami, o jakich często się nie mówi.