Własne kody

Każdy kto chwyta za pióro, by zapisać wiersz (tak to sobie ciągle wyobrażam, chociaż wiemy, że w naszej dobie już raczej wszystko wystukuje się wybraną czcionką na pulpicie laptopów…) – ma do opowiedzenia, przekazania coś bardzo osobistego. Wiersz bowiem bywa nawet bardziej intymny niż dzienniki.

W dziennikach często autor kreuje swoją postać, swoje życie, w wierszu uwalnia z siebie uwierające, rozniecające go niedookreślone „ziarnko”, bo nie będę pisała, że piasku…

Nie. To coś bardziej organicznego.

Ujmuję zwrot dotyczący owego „ziarenka” w cudzysłów, ponieważ ja to tak formułuję, a każdy z piszących wiersze może zeznać inaczej, najczęściej o inspiracji i wenie opowiadając.

Inaczej też każdą z zawartych we wzmiankowanym tomiku strof odbierze poszczególny czytelnik, filtrując je poprzez swoją wrażliwość, swoje doznania, literackie upodobania, skojarzenia.

Nie dopytując o wenę i inspiracje autora tomu UKOS, mogę po lekturze jego wierszy przyznać, iż cechuje go szlachetna wrażliwość, zdolność nadprzeciętnego odczuwania otaczających go przestrzeni, kontaktowania się z ludźmi, wchodzenia w obszar literatury oraz obcowania ze sztuką.
Wyraźnie rysuje się to na przykład w wierszu Spojrzę sercem

A gdy noc
Odpłynie już za horyzont
I ptaki sfruną na łąki

Kiedy kwiaty
Ubarwią zieleń
Słońce wzejdzie
Nad błękit
Wysoko

Wtedy spojrzę
Na życie inaczej
Sercem […]

Osobowość autora wierszy publikowanych właśnie przez oficynę „SORUS” wyraźnie się w tych strofach odsłania! Krystalizuje jako nieco marzeniowa, zdecydowanie liryczna, jakby z balastem lektury wierszy najwspanialszych pań (i nie jest to żaden przytyk!) w historii poezji polskiej osadzonych. Między innymi Kazimiery Iłłakowiczówny, Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej, Haliny Poświatowskiej… Czego przykładem jest choćby ten wiersz:

Świt
A noc
Jakby fioletem
Z dali
Prosto
W uniesione ku górze ręce
I trochę nutą
Jak nokturn […]

Wyraźnie też wiersze układane przez Romana Radiusza podszyte są przejmującym rytmem, melodią poezji Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, również liryką Władysława Broniewskiego:

Pieśń o miłości
A na skrzypcach romans srebrzysty
Jak przemknięcie twych dłoni w ciemności
I ta noc
Gwiazdy dwie dwa obłoki […]
Chmurność
[…]
Lecz w noc nieśpiewną także jesteś
Jako zwątpienie ból i zamęt
I zło rozdarcie żal niepewność
I chmurność ciemna jak atrament…

Nic tu z ewidentnego naśladownictwa, cytatu. To, podkreślam raz jeszcze – szlachetne obarczenie wrażliwością, rozkołysanie zapamiętanymi strofami, pragnienie nadania własnym spostrzeżeniom, doznaniom i oczekiwaniom wymiaru trwałego, „stemplowania” swoich przeżyć nie dłutem (Rzeźba: Choćby mozolnie ryć w marmurze/ Światło iskrzące źrenic cienie/ I dłonie tęsknie wyciągnięte/ W krzyku zastygłym jak milczenie […]), a wierszami.

Nie porywam się tutaj na ich ocenę historyka literatury czy krytyka literatury. Każdy wiersz, każdy tomik znajduje swojego odbiorcę. Nicią do niego prowadzącą jest powinowactwo dusz, estetyki, potrzeb, oczekiwań. Stopnie wtajemniczeń w każdym z nas budują się osobniczo.

Dla wielu wiersz powinien być:
[…]
Tak jasny jak spojrzenie w oczy
I prosty jak podanie ręki.
– Co w swoim utworze pt. „ARS POETICA” zawarł wspaniały Leopold Staff. Niech więc Jego poetycka myśl wiedzie tych, którzy sięgną po tomik Romana Radiusza. A już sam tytuł jest tu dość mocny i wymowny: „UKOS”.

W słowniku języka polskiego formułowany prozaicznie: 1. powierzchnia ukośna; 2. kawałek tkaniny odcięty ukośnie.

Poezja – gdy: … jak nuta niezagrana – pozwala na głębsze asocjacje, skojarzenia, na odnajdowanie w niej własnych kodów.

Grażyna E. Banaszkiewicz