Nigdy nie wiesz, co Cię spotka, kochanie

Zakres cen: od 63,00 zł do 79,00 zł

Szczęśliwa godzina na darmową wysyłkę do paczkomatu InPost dowolnej książki obyczajowej! Użyj kuponu OBYCZAJ-INPOST-GRATIS

Kod rabatowy ważny jeszcze przez

Przedsprzedaż!
Wysyłka książki po 3.06.2026 r.

Powieść o relacjach, życiowych wyborach i momentach, które potrafią zmienić dotychczasowy kierunek życia.

Opis

Przejmująca opowieść o trzech kobietach, które mimo różnych dróg podążają za tymi samymi pragnieniami. Choć dzieli je wiek, doświadczenia i plany na przyszłość, wzajemna uważność przybliża do odkrycia prawdy o sobie i daje siłę, by walczyć o szczęście. Dla tych, którzy wierzą, że w życiu nie ma przypadków, a każde spotkanie może zmienić bieg wydarzeń.

Klara wierzy, że wyjazd za granicę pozwoli jej zdobyć środki na wybudowanie domu, o jakim marzyła. Finansowe zmartwienia nie dotykają Anny, która, skupiona na pracy i powrocie do zdrowia, ignoruje pierwsze symptomy małżeńskiej gry pozorów. Zakochana w obcokrajowcu Beata przekonuje się, że uczucie to za mało, aby unieść ciężar codzienności. Co wydarzy się, gdy ich losy połączą się w nić wzajemnych zależności?


Dorota Urbaniak – ur. 1968 w Kaliszu. Ma licencjat z rachunkowości i tytuł magistra logistyki. Pracowała na różnych stanowiskach do momentu, kiedy urodziła trójkę dzieci i zajęła się ich wychowywaniem. Właśnie wtedy odkryła pasję pisania, którą realizuje do dziś i ma w zanadrzu jeszcze wiele projektów literackich. Spełniając marzenia, w 2020 r. wydała pierwszą książkę „Dwa oblicza”, a w 2021 dalszą jej część „Oblicza gry”.

Rozdział 1

„Ludzie sami nie zmieniają się nigdy.
Ludzi zmienia życie. Dobre czy złe,
dobrego czy złego człowieka, ale życie”.
Marek Hłasko

Jadę autobusem, podziwiam przez okno widoki i, mimo że codziennie jeżdżę tą samą trasą, to zawsze zachwycam się na nowo i wciąż się nimi upajam. Pomimo mojego zachwytu czuję w sobie jakiś niepokój, nie wiem dlaczego… Może to przez tego faceta, który, odkąd wsiadł do autobusu razem ze mną, ciągle mnie obserwuje. Nawet kiedy oglądam się za siebie, nie ucieka wzrokiem, tylko bezczelnie wciąż na mnie patrzy… spojrzeniem przeszywającym mnie na wylot. Denerwuje mnie to, czuję w sobie lęk, dobrze, że niedługo wysiadam.

Kiedy autobus zbliża się do mojego przystanku, podnoszę się, kieruję się do wyjścia i zauważam, że ten facet też się podnosi i idzie za mną w kierunku drzwi. Czuję, jak serce podskakuje mi do gardła. Myśli kotłują mi się w głowie – co to za facet i czemu wysiada ze mną na przystanku?

Na dodatek, jak zauważam kątem oka, wysiadać będę tylko ja i ten nieznajomy osobnik, nikt więcej. Tylko ja i on – jejku, boję się. Myślę… mam nadzieję, że pójdzie w innym kierunku. Ciągle czuję na sobie jego wzrok… A może mi się wydaje? Może jestem przewrażliwiona…

Autobus zatrzymuje się w końcu na moim przystanku, wysiadam, prawie zbiegając ze stopni, i staram się iść do domu w miarę
szybkim tempem. Najchętniej bym pobiegła. Oglądam się i widzę, że facet podąża za mną, więc idę coraz szybciej, otwieram torebkę i sięgam po komórkę. Ale widzę tylko czarny ekran.

– O nie! Bateria mi siadła – jęczę – że też musiała paść akurat teraz… – wzdycham. Wystraszona oglądam się, ale nie widzę nikogo, oddycham z ulgą, że jednak facet poszedł gdzie indziej, lecz mimo wszystko nadal czuję napięcie. Najgorsze, że muszę przejść jeszcze kawałek przez las. Oglądam się ponownie, ale wciąż nikogo nie widzę. Zdaje mi się, że coś słyszę… Idę dalej, szybko, coraz szybciej, bo zbliża się zmierzch.
Zielony las zaczyna szarzeć, zmieniając barwę na coraz ciemniejszą, aż w końcu powoli zapadnie czarna noc. Wchodzę coraz głębiej, coraz dalej i nagle znowu słyszę jakiś dźwięk – staję i od-wracam się, ale niczego nie zauważam… Z drugiej strony ciężko coś dojrzeć w tej szarości, więc ponownie ruszam przed siebie. Nagle ktoś wskakuje mi na plecy, przewracając mnie całym swoim ciężarem na ziemię, czuję wbijanie czegoś ostrego w pierś.
– Ratunku! – wrzeszczę i czuję okropny ból. – Ała! Ratunku! – i w tym momencie się podnoszę. Jestem cała zlana potem, jakby ktoś oblał mnie wodą… Siadam, dotykam ręką klatki piersiowej, by sprawdzić, czy mam w sobie jakiś przedmiot. Nic, jedynie mokra koszula… Rozglądam się. Stwierdzam z ulgą, że żyję, że to był tylko sen.
– Jak dobrze, że to był tylko sen… – mówię cicho sama do siebie…

Rozdział 2

„Trzeba zakasać rękawy, zacisnąć zęby
i twardo dążyć do wyznaczonego celu.
Życie nie jest lekkie ani sprawiedliwe”.
Stephen King

Michał prowadził samochód i był bardzo skupiony na tym, żeby jechać prawidłowo, wjechać na odpowiedni pas ruchu, wyprzedzać, zwłaszcza że wjeżdżaliśmy właśnie na teren Niemiec. A tam, wiadomo, więcej pasów, samochodów, jak i nieco inne znaki, co wymagało totalnego skupienia. Jak dobrze, że mieliśmy nawigację, która prowadziła, informując, gdzie skręcać, co omijać i jak wskoczyć na odpowiedni pas ruchu. Michał był dobrym kierowcą, właściwie bardzo dobrym i jeździł tą trasą już tyle lat, że czułam się z nim bezpiecznie. Miałam ten komfort, że on prowadził, a ja podziwiałam widoki, kiedy mijaliśmy miasta, miasteczka. Przemierzaliśmy autostradą Niemcy, żeby dojechać do Holandii, gdzie ja i Michał mieliśmy pracować w sadzie, zrywając jabłka i gruszki.

Pierwszy raz jechałam za granicę, Michał był tam już kilka razy i dlatego nie bałam się jechać. Nie wiem, czy sama bym się na to zdecydowała, myślę, że chyba nie. Opowiadał mi, że Carolina, na-sza szefowa, jest bardzo fajna i praca na pewno będzie mi się podobała, nie jest taka ciężka. Najgorsza była rozłąka… Tak, rozłąka była okropna, jednak byliśmy zmuszeni jechać do pracy za granicę, żeby zarobić na dom, który mieliśmy zamiar budować. Ja już w tym momencie bardzo tęskniłam za naszymi dziećmi, które zostały z ciocią w domu. Mimo że upłynęło dopiero kilka godzin…

Próbowałam sobie wyobrazić, że teraz pewnie śpią smacznie w swoich łóżeczkach. Małgosia przytulona do swojej maskotki – nosorożca, z którą się nigdy nie rozstawała. Dookoła obłożona poduszkami w kolorze różowym, uwielbiała ten kolor i miała w nim dosłownie wszystko, łącznie z koszulką nocną, w której spała. Jasiu też już pewnie spał, ale jak to facet, lubił minimalizm i tak u niego w łóżku była wyłącznie jedna poduszka pod głowę i jedna maskotka – miś Yogi, jak go nazywał, i tylko z nim spał. Nie był wybredny, jeśli chodzi o kolory, chociaż najbardziej lubił szary i właśnie taką miał pościel. Gdy tak sobie wyobrażałam, jak śpią, z Michałem mknęliśmy coraz dalej od nich.

– Michał, ja już tęsknię za nimi – powiedziałam zasmucona.
– Będzie dobrze, Klaro, nie martw się, przecież Magda dobrze się nimi zaopiekuje.
– Wiem, że Magda będzie dobrze się nimi zajmowała, ale już tęsknię za Małgosią i Jasiem.
– To tylko sześć tygodni, kochanie, wytrzymamy.
– Michał, nie wiem, czy wytrzymam tak długo…
– Wytrzymasz, kochanie, tym bardziej że będziemy razem.
– Jak ty wyjeżdżałeś, też bardzo tęskniłam…
– Wiem, mi też było tęskno za wami… za tobą…
– Dzieci tęskniły i Małgosia nieraz płakała.
– Wiem.
– Ja też nieraz za tobą płakałam, wiesz?
– Wiem, kochanie, ale teraz jedziemy we dwoje, to tak, jakby¬śmy jechali na bardzo długie wczasy.
– Ładne mi wczasy – prychnęłam.
– Klaro, jedziemy sami, więc to takie narzeczeńskie wczasy, pamiętasz, jak było wspaniale, kiedy byliśmy sami?
– Pamiętam – uśmiechnęłam się na wspomnienie naszej wypra¬wy, kiedy byliśmy jeszcze narzeczeństwem, sami, bez zobowiązań.
– I teraz też będzie wspaniale, zobaczysz – pocieszał mnie Michał.
– No nie wiem, jedziemy do pracy i nie będzie nam dane od¬poczywać.
– Kochanie, praca naprawdę nie jest ciężka.
– Myślisz, że dam radę?
– Spokojnie, dasz radę.
– Michał?
– Tak? Poczekaj, bo nawigacja coś mówi. – Michał nasłuchi¬wał i musiał się skupić, żeby wjechać na odpowiedni pas, potem znów skręcić na ten, a nie inny, bo wystarczyła chwila nieuwagi i można było zabłądzić w tym gąszczu pasów i zjazdów, zwłaszcza w dużych miastach. Jak dobrze, że teraz jest nawigacja, bardzo ułatwia podróżowanie i poprawia komfort jazdy kierowcy, szcze¬gólnie w wielkich metropoliach, gdzie samochodów są po prostu tysiące. Podziwiałam mojego męża za to, jak prowadził i jak za¬wsze świetnie dawał sobie radę. Ja milczałam, obserwując otocze¬nie, chłonęłam nocne widoki, kolorowe neony, oświetlenie miast, ulic, a kiedy wyjeżdżaliśmy z terenów zabudowanych, ciemność, która nas otaczała i rozgwieżdżone niebo, a także światła samo¬chodów, które nas wyprzedzały.
– No, to co mówiłaś? – spytał Michał.
– Pytałam, czy na pewno dam radę?
– Ale z czym dasz radę?
– No z tą pracą w sadzie.
– Spokojnie, Klaro, dasz radę. I co najważniejsze, soboty i nie¬dziele będą wolne, więc będziemy mogli wtedy zwiedzać.
– To dobrze, wtedy na pewno odwiedzimy moją siostrę.
– No, widzisz sama, będziesz miała okazję zobaczyć się z Julką i z Norbertem.
– Tak, bardzo się cieszę, że ją odwiedzimy, zobaczę, gdzie mieszka, a przy okazji obiecała, że będzie naszym przewodnikiem.
– Ten nasz wyjazd ma sporo plusów, nie dość, że zarobimy na dom, to jeszcze zwiedzimy trochę świata.
– Masz rację, kochanie.
– Chcesz może skorzystać z toalety?
– Tak, chyba tak.
– To dobrze, bo podjedziemy na stację, zatankuję i możemy poszukać WC.
– A może wypijemy kawę? – spytałam.
– Możemy, co tylko chcesz, malutka.
– Michał, nie wiem, czy mój niemiecki jest wystarczająco do¬bry i czy zrozumieją, co do nich mówię… – powiedziałam nie¬pewnie.
– Na pewno się dogadasz, kochanie, jak nie słownie, to na migi.
– No nie wiem… boję się…
– Czego, Klaro?
– Wszystkiego! Nigdy nie byłam za granicą, nigdy nie rozma¬wiałam w innym języku…
– Dasz radę – powiedział uspokajająco Michał.
– Ty jak zawsze optymista…
– Pewnie, ty moja histeryczko – zaśmiał się Michał.
– Nie jestem taką optymistką jak ty.
– A powinnaś być. Wiesz, że jest takie powiedzenie: z kim przestajesz, takim się stajesz.
– No co ja zrobię, że jestem taka strachliwa.
– Jesteś kochanie lękliwa, przeraża cię coś nowego, ale pamię¬taj, że jesteś ze mną i nie musisz się bać.
– Strach ma wielkie oczy, jak piszą.
– Strach na wróble – zarechotał Michał.
– Michał! – krzyknęłam, udając oburzenie.
– Tak?
– Ja się boję nowości, ale chyba nie odstraszam ludzi. Czy je¬stem aż taka brzydka?
– Jesteś najpiękniejszą kobietą pod słońcem, moje ty kochanie.
– Naprawdę? A co przed chwilą powiedziałeś?
– Żartowałem, przecież wiesz, że cię kocham, a lubię się z tobą droczyć, no i chciałem cię rozśmieszyć, bo jesteś czasami aż za poważna.
– Tym razem ci się nie udało.
– Naprawdę, obiecuję poprawę, malutka.
– Obiecaj, że więcej tak nie powiesz.
– Obiecuję.
– No to ci daruję, drogi Michale.
– Jakże się cieszę, że mi darowałaś, naprawdę. Czuję się jak Michał Wołodyjowski.
– Tylko szabli ci brakuje.
– A jakaś szabla się znajdzie, by ratować Klarkę z opresji.
– Byłbyś gotowy mnie ratować?
– Oczywiście, jestem gotowy nawet zginąć za moją lubą.
– A co mi z tego przyjdzie, jak waćpan zginiesz? Wtedy będę zmuszona poszukać innego – obydwoje zaśmialiśmy się serdecznie.
– O, już widzę stację i jest też bar, także najpierw skorzystamy z toalety, a potem kawka, tak jak mówiłaś.
– Świetnie, bo teraz już bardzo chce mi się siusiu.
– Mówisz jak Małgonia?
– Ha, ha, ha! – zaśmiałam się.
– Kochanie, czy ty aby nie zachowujesz się jak dziecko? – pró¬bował mnie skarcić, robiąc poważną minę.
– Jestem dzieckiem, takim dużym dzieckiem i musisz się mną opiekować – powiedziałam, udając, że ryczę. – Łaaa!
– Klaro, zachowuj się – strofował mnie Michał, udając powagę.
– Obiecuję, że będę grzeczna – podniosłam dwa palce do góry jak w szkole.
– No, wysiadka, idę zatankować.
– Poczekam na ciebie, drogi Michale, dobrze?
– Dobrze, moja luba – cmoknął mnie w usta.

Zapraszamy na nasz kanał na YouTube.

Informacje dodatkowe

Waga 200 g
Wymiary 20,5 × 14,5 × 2,3 cm
Autor

Dorota Urbaniak

Język

polski

Oprawa

miękka ze skrzydełkami

Rok wydania

2026

Strony

296

Rodzaj

Ebook, Książka drukowana

Format pliku

EPUB, MOBI

Kolor wnętrza

czarno-biały

EAN: 9788368466461

Opinie

Nie ma jeszcze żadnych recenzji

Tylko zalogowani klienci, którzy kupili ten produkt mogą napisać opinię.

Wydawnictwo Sorus,
DM Sorus sp. z o.o.,
Bóżnicza 15/6,
60-643 Poznań,
Poland,
sorus@sorus.pl,
tel. +48 61 653 01 43

Może spodoba się również…

0