Zwyczajna poznańska kamienica, praca w banku i codzienność, która z czasem okazała się zbyt ciasna dla jego marzeń. Kazimierz Nowak dążył do ich spełnienia, łącząc pasję do fotografowania i podróżowania. Międzywojenna rzeczywistość przytłaczała, lecz nie gasiła ambicji, a utrata pracy okazała się jednym z punktów zwrotnych. Przeczytaj fragment biografii wielkiego polskiego podróżnika połączonej z przewodnikiem po miejscach związanych z jego życiem.
„W kamienicy pod numerem 43 na ul. Wierzbięcice znajdowało się prawdopodobnie pierwsze mieszkanie przyszłego podróżnika po zakończeniu jego żołnierskiej przygody. Prawdopodobnie – gdyż nie zachowały się żadne dokumenty świadczące o innych, wcześniejszych jego meldunkach w Poznaniu. Przypomnijmy, że Kazimierz Nowak znalazł pracę w banku w trakcie służby wojskowej, prawdopodobnie kiedy wraz ze swoim oddziałem stacjonował w mieście. Dzięki temu etatowi pozwolono mu odejść z wojska.
Został skromnym urzędnikiem bankowym. Zajmował stanowisko książkowego w Poznańskim Banku Ubezpieczeń. Książkowy to zawód, którego dzisiejszym odpowiednikiem jest po prostu księgowy. Różnica w nazwie wynika z tego, że w latach międzywojennych urzędnicy prowadzili w swoich firmach książki rachunkowe, a dziś – księgi.
Zamknięty w czterech ścianach biura w banku książkowy Kazimierz Nowak mógł przypominać postacie z twórczości brytyjskiej grupy komików Monty Pythona. W wielu skeczach ich autorstwa księgowi to zmęczeni codziennością, niezbyt zrównoważeni psychicznie ludzie, którzy mają dość swojej pracy i próbują się wyrwać gdzieś hen, daleko, poza ograniczenia ich zawodu. Dokumentem potwierdzającym zameldowanie pod adresem Wierzbięcice 43 jest „Poświadczenie o zawarciu małżeństwa”. (…)
Z Kazimierzem i ulicą Wierzbięcice wiąże się niesamowita historia pewnych buteleczek, odnalezionych przez panią Krystynę Mniszak. Otóż na ul. Wierzbięcice (dawniej ulica ta nazywała się Gorzka) mieszkała babcia pani Krystyny – Franciszka Nowaczyk. Co ciekawe, Nowak wysłał kiedyś do niej kilka pocztówek. Dlaczego? Z uprzejmości. Znał ją, bo wynajmował pokój w jej mieszkaniu.
Gdy pewnego dnia pani Krystyna sprzątała mieszkanie po babci, zwróciła uwagę na niewielkie butelki, wyglądające na bardzo stare pojemniki na lekarstwo. Okazało się, że to buteleczki po chininie, leku na malarię, zakupione w Poznaniu, konkretnie w Czerwonej Aptece na Starym Rynku 37. Niewiele brakowało, by pani Krystyna buteleczki wyrzuciła. Przypomniała sobie jednak opowieść swojego ojca, który nieraz wspominał, że Kazimierz Nowak był wielkim człowiekiem i niesamowitym podróżnikiem. – Gdy skojarzyłam fakty, to się rozpłakałam – opowiada pani Krystyna. – Początkowo chciałam zanieść buteleczki do Muzeum Farmacji, ale w końcu postanowiłam oddać je Łukaszowi Wierzbickiemu, odkrywcy Kazimierza Nowaka po latach zapomnienia, redaktorowi książki Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd.
Wprawdzie buteleczki są niewielkie, bo mają wysokość zaledwie 6,5 centymetra, ale ich posiadanie przez Kazimierza jeszcze przed pierwszą wyprawą do Afryki stanowi niezwykły dowód na to, że Nowak planował egzotyczną podróż już na początku lat dwudziestych! No i że chciał się do takiej eskapady dobrze przygotować. Późniejsze losy podróżnika świadczą, że miał rację.”
Nowak próbował odnaleźć swoje miejsce w świecie naznaczonym wojną i niepewnością. Książka „Polska Kazimierza Nowaka. Przewodnik rowerzysty” dociera do mniej znanych rozdziałów jego historii – zapisanych w adresach, dokumentach i wspomnieniach, oraz tego, co działo się po powrocie z wielkiej wyprawy.





