Kiedy siedzimy w pociągu tyłem do kierunku jazdy, widzimy krajobraz dopiero wtedy, gdy zaczyna się oddalać. Dla Andrzeja Zielskiego ta sytuacja stała się metaforą życia: przyszłość pozostaje niewidoczna, a przebyta droga z czasem układa się w pełniejszy obraz. Z autorem książki Do przodu tyłem rozmawiamy o jesieni życia, dojrzewaniu w wierze, cierpliwości, której uczy biologia oraz wolności przychodzącej wraz z wyciszeniem dawnych ambicji.
Na początek proszę powiedzieć kilka słów o sobie i o tym, czym zajmuje się Pan obecnie.
Jestem biologiem i emerytowanym nauczycielem akademickim. Pracowałem na mojej macierzystej uczelni, Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, na ówczesnym Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi, a także na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, gdzie mam status profesora emeritusa. Obecnie przeżywam tak zwaną jesień życia. Skupiam się na spokojnej obserwacji świata, a uwolniony od dawnych ambicji, oddaję się rozważaniom o wierze i duchowości.
Skąd wziął się pomysł na książkę Do przodu tyłem? Czy był szczególny moment, który zapoczątkował jej powstanie?
Pomysł wyrósł z osobistych przemyśleń o przemijaniu, starości oraz zmianach, jakie wraz z upływem lat zachodziły w moim przeżywaniu wiary. Kiedy pracowałem w Krakowie, mieszkałem już na stałe na Wybrzeżu, dlatego często podróżowałem koleją na trasie Gdynia–Kraków. Podczas jednej z takich podróży, gdy siedziałem tyłem do kierunku jazdy i obserwowałem umykający krajobraz, przyszła mi do głowy metafora życia. Niesie nas czas, lecz widzimy przede wszystkim chwilę obecną i drogę, którą już przebyliśmy. Przyszłość pozostaje za naszymi plecami, niewidoczna. Ta myśl stała się osią książki.
O czym jest ta książka? Jak opowiedziałby Pan o niej komuś w kilku zdaniach?
Zna Pani to uczucie, gdy podczas jazdy pociągiem patrzy się przez okno, siedząc tyłem do kierunku jazdy? Wszystko, co przed chwilą wydawało się tak ważne, cały pęd, hałas i codzienne ambicje, zaczyna się oddalać i maleć. Właśnie taką perspektywę pokazuję w książce Do przodu tyłem. Nie daję w niej gotowych recept. Zapraszam czytelnika do świata wspomnień, doświadczeń i spokoju człowieka, który przeżył wiele lat z szeroko otwartymi oczami. To książka na czas, kiedy chcemy odsunąć się od zgiełku i spokojniej spojrzeć na własną drogę.
Komu szczególnie poleciłby Pan tę książkę? Kto może w niej znaleźć coś dla siebie?
Przede wszystkim osobom szukającym wyciszenia, zmęczonym współczesnym kultem produktywności i nieustannym biegiem po sukces. Myślę o dojrzałych czytelnikach, ale także o młodych ludziach, którzy szukają autorytetów i chcą spojrzeć na życie z dalszej perspektywy. Książka może zainteresować osoby ceniące literaturę faktu, autobiografie i wspomnienia oparte na bogatym doświadczeniu, a także czytelników poszukujących duchowo, którzy chcą skonfrontować własne podejście do wiary, tradycji oraz zmian zachodzących w świecie.
Jak wyglądał proces pisania tej książki? Czy miał Pan własny rytm pracy?
Pisanie wynikało z chęci podzielenia się osobistą refleksją, a niespieszny rytm obecnego etapu życia pozwolił mi na większą swobodę. Towarzyszyła mi także potrzeba przyjrzenia się własnemu dojrzewaniu w wierze i głębszego zrozumienia siebie w jesieni życia. Książka nie powstawała jako linearna autobiografia. Kolejne wspomnienia i przemyślenia pojawiały się jak krajobrazy przesuwające się za oknem pociągu, a ja próbowałem je zatrzymać i zobaczyć, jak układają się w większą całość. Była to spokojna literacka medytacja człowieka, który nie musi się już spieszyć.
Czy podczas pisania coś Pana szczególnie zaskoczyło albo zmieniło Pana spojrzenie na ten temat?
Zaskoczyło mnie, że pisząc o jesieni życia, nie sposób pominąć młodości, czyli jego wiosny. Bardzo często wracałem do tamtego okresu i patrzyłem na niego z perspektywy człowieka doświadczonego. Młodym chciałbym powiedzieć: korzystajcie z życia, bawcie się, podróżujcie i przeżywajcie ten czas radośnie, bo jest bardzo krótki. Wiosenna zieleń i kwitnące jabłonie szybko ustępują latu, które przynosi upał, znój, burze i powodzie, aż wreszcie nadchodzi spokojna, łagodna jesień z kolorowym listowiem i dojrzewającymi owocami życia.
Czy jest w tej książce fragment albo wątek, który jest Panu szczególnie bliski?
Jako biologowi szczególnie bliskie są mi ewangeliczne metafory botaniczne i rolnicze. Jedną z nich wyraża zdanie: „Pozwólcie obojgu rosnąć aż do żniwa”. W tradycyjnym ujęciu religijnym chwast symbolizuje zło, które należy bezwzględnie potępić i usunąć. Biologia pokazuje jednak, że w ekosystemie rośliny nie rosną w próżni, a ich systemy korzeniowe bywają nierozerwalnie splątane. Natychmiastowe wyrwanie chwastów może zniszczyć korzenie pszenicy, zanim zdąży ona dojrzeć. Taka perspektywa uczy cierpliwości i akceptacji tego, że w życiu dobro oraz zło współistnieją, a człowiek i społeczność potrzebują czasu, aby w pełni się rozwinąć.
Jaka jest najważniejsza myśl, którą chciałby Pan pozostawić czytelnikom?
Chciałbym przekonać czytelników, że upływ czasu i starość nie oznaczają wyłącznie schyłku. Jest to etap wolności, w którym najważniejsza staje się świadomość chwili obecnej, a dawne złudzenia, schematy i lęki stopniowo tracą swoją władzę.
Gdyby miał Pan zachęcić czytelnika jednym zdaniem do sięgnięcia po książkę Do przodu tyłem, co by Pan powiedział?
To książka wolna od lęku i instytucjonalnych dogmatów, w której biolog i naukowiec prowadzi czytelnika przez wspomnienia, pokazując, że starość może stać się czasem głębokiej wolności oraz odkrywania dojrzałej wiary w Boga pełnego miłości.
Na koniec czy są jeszcze inne Pana projekty lub publikacje, które chciałby Pan polecić czytelnikom?
Osobom zainteresowanym dalszymi rozważaniami o życiu, starości i duchowości poleciłbym moją książkę Ni pójdź, ni daj. Jeśli natomiast kogoś fascynuje przyroda, a zwłaszcza sposób, w jaki drzewa zapisują historię świata, zachęcam do sięgnięcia po nasze publikacje naukowe i popularnonaukowe z zakresu dendrochronologii.





