Za drzwiami słychać podekscytowane wąchanie. Lucynka już wie, że Stefcia wraca do domu. Kiedy drzwi się otwierają, bokserka radośnie wita rodzinę, a po chwili na policzku dziewczynki ląduje mokry psi buziak. Stefcia jest zaskoczona, Lucynka zachwycona, a mama pomaga im zrozumieć, co właśnie się wydarzyło. Ta krótka scena mówi o ich relacji bardzo wiele: dziecko i pies posługują się innymi językami, dlatego potrzebują czasu oraz uważnego dorosłego, który nauczy je bezpiecznie być razem.
Dwie dziewczyny i dwa różne języki
Stefcia ma półtora roku, jest energiczna i ciekawa wszystkiego, co znajduje się w jej zasięgu. Lucynka to pięcioletnia bokserka, która także uwielbia ruch, zabawę i bliskość, ale potrzebuje własnej przestrzeni. Dziewczynka nie pamięta świata bez swojej psiej towarzyszki i woła ją po swojemu: „Bububu”. Dla Lucynki obecność dziecka nie była jednak czymś oczywistym. W jej uporządkowanym dotąd świecie pojawił się mały, głośny i nieprzewidywalny człowiek, którego zachowań trzeba się nauczyć.
Właśnie z obserwacji tej prawdziwej relacji powstała książka „Lu i Stef”. Klaudia Brukszo-Barbarzyk zaczęła zapisywać codzienne sytuacje swojej córki i jej czworonożnej kompanki, kiedy zauważyła, że między nimi tworzy się własny sposób porozumiewania. Nie budują więzi podczas jednego przełomowego wydarzenia. Zbliżają się do siebie podczas posiłku, kąpieli i w czasie zabawy, czyli dokładnie tam, gdzie toczy się zwyczajne rodzinne życie.
Pojawienie się dziecka zmienia również życie psa
Kiedy w rodzinie rodzi się dziecko, uwaga dorosłych naturalnie skupia się na jego potrzebach. Zmieniają się pory dnia, dom wypełniają nowe dźwięki i przedmioty, a dotychczasowe rytuały przestają wyglądać tak samo. Zwierzę nie rozumie, dlaczego jego świat nagle się zmienił, dlatego może potrzebować czasu, spokojnego wsparcia i czytelnych zasad.
„Lu i Stef” przypomina o tym bez tonu poradnika. Lucynka nie jest przedstawiona jako dodatek do opowieści o dziecku, lecz jako członkini rodziny, która ma własne emocje, przyzwyczajenia oraz granice. Lubi uczestniczyć we wszystkim, ale czasem chce też odpocząć. Stefcia natomiast dopiero odkrywa, że czułość wobec psa nie polega wyłącznie na tym, aby być blisko. Ważna jest tu także wrażliwość i umiejętność dostrzegania, kiedy druga istota potrzebuje spokoju.
Relację budują zwyczajne chwile
Kolejne sceny są proste i łatwe do rozpoznania przez rodziny mieszkające ze zwierzętami. Lucynka zagląda do łazienki, czeka przy stole licząc na przekąskę, biega za piłeczkami wyrzucanymi przez dziewczynkę, a innym razem próbuje odpocząć w fotelu, kiedy mała właścicielka zabawkowego telefonu postanawia z nią porozmawiać. Każda z tych sytuacji jest zabawna, ale jednocześnie pokazuje, że wspólna codzienność wymaga obecności świadomego dorosłego.
Mama i tata nie wygłaszają długich pouczeń. Tłumaczą zachowanie psa, przypominają o delikatności, wyznaczają granice i uspokajają obie strony. Dzięki temu dziecko stopniowo dowiaduje się, że merdający ogon czy zainteresowanie jedzeniem niosą określone komunikaty. Pies z kolei przekonuje się, że obecność dziecka nie musi oznaczać zagrożenia i może prowadzić do wspólnej zabawy.
Bliskość potrzebuje granic
Najważniejszy temat książki kryje się właśnie w tej równowadze. Stefcia i Lucynka mogą tworzyć bliską więź, jeśli potrzeby żadnej z nich nie zostaną pominięte. Dziecko potrzebuje ochrony oraz spokojnego objaśniania zachowań psa. Zwierzę potrzebuje uwagi, bezpiecznej przestrzeni i pewności, że nadal należy do rodziny. To dorośli odpowiadają za warunki, w których obie strony mogą się poznawać.
Autorka zna tę relację z własnego domu, a jej zainteresowanie psychologią i behawiorystyką zwierząt sprawia, że patrzy na wspólne sceny nie tylko jak na źródło rodzinnego humoru. Dostrzega także wysiłek Lucynki, która uczy się życia z dzieckiem, oraz odpowiedzialność dorosłych za to, aby pies nie został odsunięty na dalszy plan. Czułość ma tutaj bardzo praktyczny wymiar: oznacza uważność na każdego domownika.
Opowieść, która może rozpocząć rozmowę
Dla najmłodszych czytelników „Lu i Stef” jest pełną ruchu, dźwięków i kolorowych ilustracji historią o dziewczynce oraz jej psiej towarzyszce. Powtarzane przez Stefcię zwroty, odgłosy zabawy i krótkie sceny oddają sposób, w jaki małe dziecko poznaje i oswaja otaczający je świat. Dorosły może natomiast wykorzystać lekturę jako początek rozmowy o tym, jak dotykać zwierzęcia, kiedy zaprosić je do wspólnych aktywności, dlaczego nie należy przeszkadzać mu w odpoczynku i po czym poznać, że potrzebuje chwili dla siebie.
Ta historia nie obiecuje, że przyjaźń dziecka z psem powstaje sama. Pokazuje coś bardziej prawdziwego: więź tworzy się z wielu drobnych chwil każdego dnia, pośród pomyłek, śmiechu, cierpliwych wyjaśnień i powtarzanych prób. Z czasem mały człowiek przestaje być dla psa wyłącznie źródłem zmian, a staje się partnerem wspólnych zabaw.
Premiera wkrótce! Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco: https://sorus.pl/newsletter/





