Opis
Zamknąłem w sobie siebie i grzech,
Upadłem, bo chciałem kochać tak, jak umiem.
Autor na kanwie własnych doświadczeń stara się nawiązać dialog z człowiekiem zagubionym w chaosie współczesności. Ten osobisty manifest do świata zachęca, by zatrzymać się, spojrzeć sobie w oczy i odnaleźć wokół wiele ukrytych słów, które są zapisane w codzienności. Aby móc je usłyszeć, wystarczy trochę dobrej woli, wyobraźni i duch wolności.
Wybierając drogę modlitwy, wiary i kapłańskiego powołania, zaufał swojemu przeznaczeniu. Konfrontacja z tym, co zachwiało dotychczasowym porządkiem, prowadzi do poszukiwania sensu i stawia pytania o dalszy kierunek tej drogi. Czy będąc tak blisko sacrum, łatwiej jest wybaczyć, a z doznanych ran zbudować nowy początek?
Robert Nadolski (ur. 1982 w Pasłęku) – były zakonnik franciszkański i były ksiądz Kościoła Rzymskokatolickiego. Obecnie z zaangażowaniem oddaje się pracy, pomagając osobom starszym, niepełnosprawnym, bezdomnym i uzależnionym. Miłośnik poezji, psychologii i filozofii, odnajdujący wytchnienie w podróżach oraz spacerach nad morzem.
SPIS TREŚCI
Od autora
- Moje katharsis
- Pustka
- Pocałunek
- Przyjdź
- Poemat samotnej duszy
- Modlitwa geja
- Czy Bóg umarł?
- Tolerancja
- Poeta
- Władza bez miłości
- Hałas
- Współczesna Afrodyta
- Hotelowy pokój
- Metamorfoza inaczej
- Ludzie XXI wieku
- Obrączka
- Wołanie
- Przestrzeń
- Nobel
- Poezja XXI wieku
- Poemat ostatniego ukrytego słowa
Moje katharsis
Zapisałem ostatnie słowo na początku zdania.
W nim ukryłem prawdę otoczoną milczeniem.
Świat śmiał się i płakał, a tylko cisza miała odwagę odejść w cienie mroku.
Potrzebowałem czasu, by wyrwać się z nałogu,
który wżerał się w ciało podczas uniesienia namiętnego pocałunku śmierci.
Nie potrafiłem wybaczyć sobie dawnych przewinień,
bo doświadczyłem zdrady i zdradziłem,
a mimo to nadal kwitnie chryzantema i czerwony goździk
podczas chocholich tańców uśpionego marazmu.
Byłem szczęśliwy przez chwilę, która trwała wiecznie.
Myślałem, że miłość przyniesie wyzwolenie, a przyniosła ból, smutek, łzy i rozpacz,
mimo namiętnego seksu dwóch ciał
zagubionych w próżnym lęku.
Koszty mojego myślenia poniosły klęskę,
a przecież udało się mi zapisać kod DNA
według prawdopodobieństwa matematycznych wzorów
całkiem przypadkowo.
Historia istnienia miłości jest niesprawiedliwa,
bo zamyka każdego w zamkniętym kręgu obłędu.
Ilekroć na scenie pojawił się ktoś nowy,
nie umiał grać roli według
napisanego scenariusza i hold you tight.
Jak mam skłonić umysł, by akceptował uczucie,
które wybiega poza myślenie racjonalnego patrzenia
w przestrzeń metafizycznej egzystencji racji bytu tej masy,
nie tracąc z oczu spokoju ducha?
Nie wiem.
Czy to wszystko było białą grą na szklanej szybie?
Zagubiłem harmonię życia, odchodząc w neurozy głupoty i pustego śmiechu.
Odszedłem, by wzmocnić swoją kreatywność,
szukając inspiracji i odwagi do łapania kropli deszczu
i przełamania wewnętrznego światła bariery czasu.
Usiadłem nad brzegiem Morza Bałtyckiego
i zrozumiałem, że muszę raz na zawsze przekreślić swoją przeszłość,
wyciągnąć wnioski z przeżytego bólu i cierpienia,
porażek życiowych, nie tkwić w nim i w nich.
Tylko ty sam rozwiążesz swoje problemy.
Tylko ty.
Zrozum, że tkwiąc w przeszłości,
nie będziesz mógł wejść w przyszłość.
Dlaczego wcześniej nie podjąłem tej decyzji?
Nowe spojrzenie w przyszłość odeszło
na zawsze i nie wróci nigdy.
Zrobiłem krok, ale nie zostawiłem śladu, idąc do przodu.
Pustka
Ile jest prawdy w każdym z nas?
Nie wiemy.
Mija czas, mija życie, a my jesteśmy.
Niejeden raz brakuje w sercach naszych
miejsca na miłość, prawdę, przyjaźń, przebaczenie.
Wolimy puste słowa, flesz aparatów,
dotyk nagiego ciała.
To świat naszych ukrytych ambicji.
Popełniamy wiele błędów
w cieniu marzeń schowanych pod poduszką.
Nie umiemy dzielić się
największymi tajemnicami naszego ego.
Nie potrafimy, a raczej nie chcemy
zrozumieć się nawzajem.
Nie chcemy kochać,
nie chcemy przebaczać.
Nie chcemy patrzeć w oczy,
ale wciąż wołamy
SOS
Pocałunek
Długi dystans, nie sprint.
W nim zapisane jest uczucie.
On wyznacza trend mody
i koloryt zamkniętych pragnień.
W nim ukryta siła namiętności
i patrzenia w oczy zasypane życiem,
wilgotnym uśmiechem i kroplą potu zmartwienia.
Szaleństwem jest pocałunek jak ładunek,
rozwali miłość, zanim pokochasz i zranisz.
Pocałunek miłości i zdrady,
pocałunek seksu i zabawy,
pocałunek strachu i zazdrości,
wreszcie pocałunek życia i śmierci.
Stał się on piętnem wyboru
sprzed kilku lat samotności.
Oby pozostał tylko ślad
w twoim sercu
i mojej wyobraźni.
Przyjdź
Szukam nad brzegiem morza śladów, które ktoś bliski memu sercu pozostawił o zachodzie słońca.
Powiedz mi, o mewo, gdzie są owe ślady?
Nie wiem, gdzie mam iść, aby odnaleźć Jego.
O, wietrze, przybądź, weź mnie za dłoń i poprowadź,
poprowadź w otchłań morza, w którym skryjemy się przed światem.
Ślady zabrały wzburzone fale, pochłaniając ich istnienie.
W pewnym momencie zostałem otulony ramionami.
Poczułem chłód na swym ciele.
Jednak serce pozostało gorące.
Ogień i woda, woda i ogień zalewają moją duszę.
Cały płonę dla Ciebie.
Wszedłem niespostrzeżenie w otchłań bezgranicznej głębiny
i odnalazłem ślad, i Ciebie w morskiej ciszy.
Spostrzegłem uśmiech i spokój na Twej twarzy.
Od teraz idziemy razem.
Poemat samotnej duszy
Nastał koniec błyskotliwej kariery.
Nadeszła właściwa chwila, by odejść w zapomnienie.
Odwróciłem twarz i odszedłem.
Spojrzałem.
Nie było już nikogo.
Tylko cisza i łza.
Mimo tego pojawił się spazm rozpaczy.
Nie chciałem.
Zrobiłem krok.
W chwili, kiedy klęknąłem,
by zabrać duszę i złożyć ją lekko w mych
nabrzmiałych ramionach,
usłyszałem ten głos.
Ogłupiały, stanąłem i patrzyłem, cierpiałem.
Byłem sam.
Nikt niczego nie zauważył,
bo nie było nikogo.
Ostatni raz.
Nadszedł czas.
Co się stanie?
Tego nie wiem nawet ja,
optymista klęczący wśród ruin życia
groteskowych i tłustych myśli o lepszej przyszłości,
której nie będzie.
Zawsze byłem głupcem
zapatrzonym w piramidę uczuć.
Znalazłem oślepiający znak globalnej bieli.
MILENA Janiszewska –
Bardzo dobra książka